Transkrypcja
No na dzień dzisiejszy to ja bananę również zjem, ale tak rzadko, ale zjeść czasami zjem, nie powiem, że nie, nie pogardzę.
No na dzień dzisiejszy to ja bananę również zjem, ale tak rzadko, ale zjeść czasami zjem, nie powiem, że nie, nie pogardzę.
A propos sękacza, nie lubię tego ciastka, jest dla mnie za słodkie, no ale kwestia gustu, natomiast tak samo jak już wcześniej wspomniałam co do toffi, że czy z toffi też nie za bardzo jest, to dla mnie wszystko zdecydowanie za słodkie.
No teraz to jest zdecydowanie za słodkie, ale jak się biło dzieckiem, no to sytuacja była trochę inna, bo wtedy się nie zwracało uwagi na to, czy to jest za słodkie, czy nie, czy tamto jest jeszcze słodsze niż to coś poprzedniego, czy nie, więc tak to wygląda na chwilę obecną. No jeżeli u mnie chodzi o sękacz, to chyba nie próbowałem, aczkolwiek szczerze powiedziawszy już nie pamiętam, więc tutaj ciężko mi jest w tej kwestii się, znaczy ciężko mi się w tej kwestii odniósł, więc po prostu nie pamiętam co do sękacza.
Witajcie ponownie Ja to kiedyś A propos jeszcze takiego smaku Z dzieciństwa mojego To na przykład lubiłam Jak był jeszcze karmel W wiaderku Bo mama często kupowała karmel Do ciasta Do snickersa Czy do miedownika, nie pamiętam Ale w każdym razie Brałam dużo łyche I zaczęłam słuchajcie jeść I mama się wkurzała Że tego karmela jest mniej No i Powiedziała żeby tata kupił Jak jeszcze był na chodzie Bo teraz już wiadomo nie jest No także tak To wygląda nie Uwielbiałam karmel i jeszcze go lubię Ale bym już go nie jadła Łyżkami czy łychami Nie nie zdecydowanie
No, karmel, dobra sprawa, dobra sprawa, też lubię.
Witam serdecznie. Najpierw odniosę się do kilka wcześniejszych wpisów. Z większości wpisów. Co do hałwy. Ja za hałwą nie przepadam. Też nie lubię taka... Trochę dla mnie za droższa, trochę dla mnie za bardzo taka hałwa, ale... w tym roku, akurat to było na rynku w Łapach, u pana z Białorusi kupiłem białoruską hałwę. O dziwo, ta hałwa akurat mi posmakowała. Nie powiem, że nie. No i zjadłem, a to naprawdę był spory kawałek. Nie wiem, czy gdzieś nie około pół kilo miała ta kostka. Nie pamiętam już, bo to kupowałem dawno, we wrześniu. Co do... I następnym razem, jak będę miał ochotę na hałwę, to tylko tam. Tylko u tego pana kupię. Jak jeszcze przed tą całą sytuacją polityczną, jak w Białymstoku była alejka białoruska i też kupiłem hałwę białoruską, mimo, że jedna i druga to hałwa białoruska, no to z przykrością muszę stwierdzić, że u tamtej pani nawet mi hałwa nie smakowała. A po tym wszystkim, po tej długiej przerwie, jak przyjechał pan z Białorusi i sprzedawał tam białoruski kwas chlebowy, białoruskie hałwy, sezamki, kalkulatory chyba białoruskie, zegarki, portfele, ja kupiłem właśnie, akurat to było on w łapach, bo akurat ten pan też stał w Hajnówce, Bielsko Podlaskim i w łapach stoi ten pan na rynku. Ja byłem w łapach, kupiłem tą u tego pana, no to akurat ta dla mnie była chyba pierwszą hałwą, którą zjadłem. No i powiem, że sama, ale nie to, że na raz tylko brałem noża i kroiłem, ale strasznie ona krusząca się, delikatna. Co do kurczaka w piwie. Ta dań z alkoholem nigdy bym nie tnął. Z tego względu, iż alkoholu w ogóle nie piję, tak samo kurczaka w kawie nie lubię, nie lubię żadnych ciast, lodów i dań, które zawierają w sobie albo czekoladę, albo kakao, albo kawę. Co do moich smaków dzieciństwa, może ich nie jest tak zbyt wiele, ale coś tam się zdarzyło, czego dzisiaj nie ma. Jak już zacząłem mówić o lodach, to powiem, jeszcze przed remontem dworca kolejowo autobusowego w Bielsku Podlaskim, ładnych parę lat temu, czy jak ja, tata i mój brat odwoziliśmy matkę na dworzec, czy jeździliśmy po nią, jak jechała z Białostoku, bo pracowałam i dojeżdżała, do nas na wyjść, tam pod Bielsku Podlaskim, to zawsze naszym stałym punktem tego była ta budka z lodami. To była moja ulubiona lodziarnia. Ja jej nie zapomnę. W Siemietycie chyba podobno otworzyli, ale to nie wiem, czy to takie same, to chyba nie do końca. Nie pamiętam już zresztą, ale to była moja ulubiona lodziarnia. Zawsze miałem swój stały smak. To były lody gałkowane, jak ja to nazywam, i zawsze brałem sobie gałki o smaku zielonego jabłka w polewie jagódowej. Bardzo bym zasmutowała to połączenie. Pamiętam jeszcze, jak chodziło się do sklepu na wsi, też wsi Krzyła pod dminę Powiat Bielsk Podlaski, jak jeszcze był sklep stacjonarny, z kilka też lat, już nie ma, z kilka lat dobrych. Zawsze była woda gazowana, dosyć nietypowa, jak na miasto. Była woda gazowana z tak zwanym syfonem. Już wytłumaczę, co to jest, bo może nie wszyscy pamiętają, może nie wszyscy wiedzą, może nie wszyscy się z tym wpchnęli. To była taka butelka, była taka woda gazowana, gdzie z jednej strony była rurka, przez którą leciała woda, a z drugiej strony jakby w miejscu nakrętki, oczywiście mówię to, było takie, jak ja to teraz nie wiem, nazywam naciskacz, bo nie pamiętam, jak to się nazywało, nie wiem, jak to powiedzieć dokładnie, z której się naciskało i można było lać wodę. Jedną ręką się podstawiało właśnie kubek pod tą rurkę, żeby nalać sobie wodę, drugą ręką się naciskało, można było albo przetrzymać wtedy ciurkiem, i wtedy można było rozlać, albo tak pojedynczo i na razie. Zauważyłem, że dla osób niewidomych taka woda w takiej butelce moim zdaniem jest na pewno bezpieczniejsza niż to, co dzisiaj mamy z zakrętkami, no bo się, wiadomo, odkręca i się nie widzi, a to podstawiało się pod rurkę, kubkiem można było wyczuć, można było wyczuć rado, gdzie ta rurka, czy jest już w szklance, czy się nie rozleje, pamiętam, i to uważam było dobre rozwiązanie. Pamiętam też, jak się jeździło do drugiej babci, to zawsze pieka ona w prodziżu bułeczki drożdżowe z jabłkami. Pamiętam. Zawsze, oj, co by było to, to było to. Wiadomo, babcia teraz nie piecze, bo już ma swoje lata, ma już swoje lata, to już wiadomo, że nie da rady, ale kiedyś babcia była młodsza, no to piekła. Też pamiętam, zawsze chodzi, zawsze nasze, moje, moje babcie chodziły zawsze, znaczy, moje babcie chodziły tam kupować mleko u hudowcy krów, i naprawdę, jak się zjadło z takim mlekiem, zupę mleczną, nieważne, czy to z makaronem, czy, na przykład, mało kto lubi z ziemniakami, marchewką i paroma innymi składnikami, dla mnie nawet, nawet posmakowała, a bo ja to zrobił, na pewno bym go zjadł. Mi, powiem szczerze, posmakowała zupa ta z mlekiem. Nie to, co z tym kupionym, to nie, to bez porównania. To mleko prosto z krowy było, miało sobie to coś i ma. Bo teraz poprosiłem, żeby też kupowali, bo przynajmniej smak jest dużo lepszy. Jak jesteś na wsi, kiedyś jeszcze ... nie było piecu tam we wsi Krzywa, gmina Powiat Bielsk Podlaski, a jeśli chodzi o tą babcię z Wojszczy, to Wojszczy gmina Jachna Wyskościade. Wracając tam do babci z Krzywej, krowa Bielska Podlaskiego, to jeszcze tam nie było kuchenki dezolowane, mikrofonowe i to zawsze się robiło obiad z pieca. Ale... ... zdecydowanie lepsze niż z kuchenki. ... ... ... ... ... ... ... ... ... ... ... ... Bączki jakieś tam i tym podobne. Ale ja powiem szczerze. Tego to ja nie pamiętam. Czy to było przy mnie. Czy jeszcze mi na świecie nie było. Nie pamiętam. Albo było małe. Właśnie urodziłem w 96. Więc byłem jeszcze. Mały. Dlatego mogę nie pamiętać. Ale pamiętam. To te rzeczy. To ja. Dobrze. Pamiętam. Że zawsze. I kiedyś właśnie. Byłem mniejszy. Byłem młodszy. Wchodzimy do podstawówki. Chyba do gimnazjum. To. To. Pamiętam jeszcze. Były lody w kubeczku. Które nie zawierały sobie. Taka. Albo trawy. Albo czekolady. Dzisiaj takich. Nie wiem. Czy gdzieś znajdę. Nie wiem. Ale jak ja już wspomniałem. Na początku swojego wpisu. Lodów. Kakaowych. Czekoladowych. Krawowych. Orzechowych. Nie lubię. I to tak mam. Chyba od dzieciństwa. Powiem szczerze. Bataliowy zjem. Z rozentami jak najbardziej. Ale orzechowych. Typowo nie. Czy coś jeszcze. Na razie. Nie pamiętam. Jak coś sobie przypomnę. To się tutaj. Na pewno. Nagrę. Pozdrawiam.
No to wygląda na to po prostu, że ta chałwa, którą kupowałeś u tego pana, nie wiem, musiała być inaczej sporządzona, że tak powiem, podejrzewam, że też u mnie by taka sytuacja mogła być, że gdybym kupił tą chałwę u tego pana, to również mogłaby mi zasmakować.
Witam, no w moim przypadku to jest tak, że nie lubię nic co z karmelem, ale wiem, że są orzeszki o smaku karmelowym, znaczy odpalane karmelem i jakiś popcorn, cóż, różne są tam takie rzeczy. Kiedy byłam dzieckiem, jadłam lizaki, które były karmelizowane na zwykłej patelni. No i wtedy mi to bardzo smakowało.
Ja to jeszcze lubiłem niż słone orzeszki.
No, orzeszki były takie solone, takie słoneczne.
No pewnie, że są.
A tak tutaj chałwa białoruska to jest taka mniej więcej chałwa, no jest słodka czy mniej słodka, bo tak bracie ko mnie zaciekawiłeś i jest mi ciekawa jak ta chałwa smakuje w każdym razie, bo brzmi ciekawie. Jedną kiedyś ukraińską chałwę i jest no mega dobra, praktycznie jest mniej słodka, ale jaka jest białoruska, bo ja nie wiem.
Hałwa ta jest bodajże chyba waniliowa w smaku, ale takie rzeczy lubię. Okej, na początku też, ale jak się rozgryzie ten kawałek, co się utruliło hałwy, no to później mi smakuje. Może i trochę słodka jest. Cały to nigdy bym nie dał rady, bo to jest naprawdę spory kawał. Jakby się wzięło do ręki. Powiem szczerze, a jak jest chorbowa, to ja nie wiem. Jak już wspominałem, kupiłem ją na rynku, akurat w łapach. Ja kupiłem kiedyś dla babci innej pani, też z Białorusi przede wszystkim, bo w Białymstoku kiedyś można na giełdzie na Andersa w sobotę, można było tu pić wiele słodyczy białoruskich. Była cała alejka, tam ktoś kiedyś powiedział, że więcej słodyczy jak w Leszowu. Tam było na tej alejce białoruskiej. Jak ta hałwa? Nie no, dla mnie dobra. Tam bodajże waniliowa w smaku. Nie wiem, jak to zrobić, żeby spróbować. Bo wysłana się na pewno przeterminuje, ale powiem szczerze, cały to każdy by mógł to faktycznie zabrać, bo hałwa to ogólnie bodajże, jeśli się nie mylę w smaku, to była waniliowa. I jak się rozryzło, to wtedy właśnie posmakowała błota. Tu też takie, tam chyba taka, czy to. A to jak się rozryzło, to naprawdę smakowała mi ta hałwa białoruska. Ukraińskiej hałwy ja nie próbowałem. Białoruską, tak. I dwie wersje białoruskiej. Ta późniejsza wersja, ta, jak ja zaśmieję się teraz, jesienna wersja tej białoruskiej, co ja kupiłem w wrześniu, to ta, co kupiłem w styczniu. Przed świętami. A na marginesie dodam, że na tej alejce można było również kupić i napoje, i kremy do rąk, i pestki. Wszystko białoruskie napoje. Mam nadzieję, że w końcu ludzie zmądrzyją ci nasi politycy. I wpuszczą z powrotem Białorusinów. Niech, żeby modli znowu handlować. I to rozumieją, że nie ma żadnych problemów. I tak ja tam hałwę kupiłem. Ale hałwa, tak, jak najbardziej. Pozdrawiam.
Kurczę, to jak o tym mówisz, to ja bym sobie spróbował, gdybym miał możliwość. Może ona by mnie bardziej zasmakowała.
A mam takie pytanie. W Warszawie nie ma żadnego sklepu z wiórskimi, rosyjskimi przesmakami, słodyczami, nic takiego? W Warszawie nie ma. Warszawa to duże miasto, stolica i tam więcej się dzieje. Nie ma żadnego sklepu? Sam szukam, które by robili nawet wysyłkę. Bo na razie niestety granice zamknięte, a szukam też mojej herbaty, którą piję. Tam u Państwa w Warszawie nic, żadnego sklepu nie ma? Pozdrawiam.
Jest to, może i jest jakiś sklep. Szczerze powiedziawszy, nie zwracałem na to uwagi. Ale zważywszy na to, co się może stać pod koniec listopada, mam na myśli prawdopodobny lockdown, to tak czy owak te sklepy będą zamknięte, jeśli nawet by były. No chyba, że w Gretryku będzie wchodziło zamawianie przez internet. No to pokuszę się, no to wtedy zamówię przez internet.
Nie wiem dlaczego to się dzieje, a dla mnie to jest bardzo ważne, bo naprawdę białosini mają bardzo dobre rzeczy. Nie powiem, że nie. U nas też nie są złe, ale powiem szczerze, że jakiś białoruski mi bardziej zaczął smakować, a polski to już nawet trochę i przejadły. Smaki dzieciństwa... Przypomniałem, że jeszcze, ale to też już bardziej starsze byłem, to już mała moja matka. Zawsze piekła takie ciastka, faworki. Na wsi były nazywane one rozy, czyli róże. Nie wiem jak one wyglądają, bo to już po utracie wzroku, ale dobre te ciastka. Pozdrawiam.
O tak, faworki te też pamiętam, bardzo je lubiłem, więc tak, więc inaczej, będę musiał się skusić na jakieś słodycze, może mi się przypomni coś z dzieciństwa? Dziękuję.
smaki z dzieciństwa no cóż, na pewno wszelakie rzeczy typu księgotupki, czy takie małe księgolatki, nie wiem jak one się nazywały one były u nas na wagę po prostu takie prostokątne małe księgolatki o różnych smakach je, pierdolicie, jak ja bym sobie je zjadł, ale już tego chyba nie ma, zresztą nie wiem jak się nazywały nawet no i cóż co tam jeszcze, na pewno takie chrupki kukurydziane co były takie bardzo długie, nie wiem jak one tam się nazywały też mówię oczywiście o słodyczach cały czas bo to są moje smaki z dzieciństwa bo jedzenie takie zwykłe to nie jak jadłem, tak jem do tej pory normalnie to samo wszystko no, chociaż nie do końca, bo jeszcze hot dogi pamiętam, takie co surówka w nich była jeszcze do kiełbasy ciężko to spotkać, a było bardzo fajne i żałuję, że już nie ma jeszcze były cukierki, też nie pamiętam ich nazwy a skitelcy fajna sprawa jak mi się coś przypomni to oczywiście jeszcze dogram, nie natomiast to byłoby tak na szybko ze słodyczem
Co do czekolady w tubce, to też pamiętam te czekolady w tubce, nawet taka reklama była odnośnie czekolady w tubce i ona swego czasu była bardzo popularna, nie pamiętam dokładnie jak to szło, ale myślę, że jakby na YouTubie pogrzebać, to można by to było znaleźć, to jest reklama chyba gdzieś z przełomu roku 2004 i 2005, ale tak, też uwielbiam to jeść.