Swoją drogą, spytałam wykładowczynię, która moim skromnym zdaniem prowadzi zajęcia najbardziej zbliżone do ej sprawy, jak jej zdaniem nazywają się takie cyniczne cyny po fachowemu. Najmądrzejsze, co wymyśliła to derywacje pozorne, natomiast padło też określenie deleksykalizacja, które to wg słownika PWN określa: «używanie wyrazu lub zwrotu w znaczeniu oderwanym od przyjętego, a wynikającym z jego budowy". Co za tym idzie, termin ten raczej zastosujemy w wypadku mówienia "bynajmniej" zamiast "przynajnniej", ale zastanawiam się, czy i tu jednak nie ma on pewnego zastosowania.
Używanie wyrazu lub zwrotu ze względu na jego budowę, ale w zupełnie innym znaczeniu, to chyba dokładnie cyniczna cyna. Przecież w słowie "cyniczna" zawiera się poniekąd słowo "cyna", tylko w zupełnie nie takim znaczeniu, jak zazwyczaj.
A, to ja kiedyś wymyśliłem podobnie, choć znaczeniowo inaczej - grysik tygrysicy. To jest właśnie jeszcze fajne w tej zabawie, że można wymyślać różne warianty podobnego zestawienia niedorzeczności i będą one dawać różne, niedorzeczne znaczenia. To jeszcze: kurze kurze, zasłona zasłona, rysik Ryśka, harmonijny harmonogram, papierowa papryka, soczewka z soczewicy;
Hm. Tygrysica nie lubi grysiku. :D W prawdzie kiedyś lubiłam się bawić kamyczkami, na które też mówiono grys lub grysik, ale jednak coś innego, prawda?
Słonik w słoiku, słony słonik w słoiku, słony słonik w słownym słoiku.