Generalnie na WF są często jakieś bezsensowne lekcje tańca, kiedyś mieliśmy w szkole jakieś z owych tańcy zajęcia, jakieś walce nie walce, ale nie zbyt lubię takie rzeczy.
Sygnatura to może być w sądzie. Sygnatura sprawy np. :P
Oj Daszku, dla ciebie bezsensowne, a mi się np podobały. w Owińskach niektórzy nauczyciele jako formę wf robią tańce. Chyba mądrzejsze niż ciągłe skakanie przez kozła i skrzynię.
Kiedyś w Lublinie był zorganizowany kurs tańca dla niewidomych. Uczył profesjonalny tancerz i pokazywał każdemu oddzielnie każdy krok. Jest taki sposób pokazywania figur, do którego używa się tabliczki z dużym sześciopunktem, a nogi symuluje palec wskazujący i środkowy dowolnej ręki.
"Dziś robota nie jest w cenie, dzisiaj liczy się myślenie."
Witam, jeździłem na kurs tańca w 2003 roku, który odbywał sie w Sulejowie koło Piotrkowa Trybunalskiego. Prowadzili go wówczas Dorotka Kisiel i Marcin Błażejewski. Prym wiodły tańce latynoamerykańskie wśród, których na pierwszym miejscu była zdecydowanie samba. Najwiecej układów z tego właśnie tańca nas nauczyli. Nie był on oparty na zasadzie sześciopunktu, ale bardzo się starali, żeby całkiem niewidomi też dużo się nauczli.Były 3 grupy a więc dla początkujących, bardziej zaawansowanych i w pełni zaawansowanych, jeśli można użyć takiego określenia.Muszę przyznać, że próby były intensywne i czasami pot lał się strumieniami. A potem zaraz po zajęciach trzeba było lecieć na przystanek, bo miałem bezpośredni autobus. Taki kurs był cykliczny i trwał mniej więcej od września do maja. Potem były zawody taneczne. No i przyjechało się na warszawski torwar i się zatańczyło. Zjazdy odbywały się raz w miesiącu. A kurs oparty o sześciopunkt odbywał się w Poznaniu z bazą kwaterunkową w Owińskach. Nie wiem czy teraz te kursy w Poznaniu są, bo to było już też lata temu.
Jeszcze są co roku, ale to jest śmiech na sali. Przez dwa przedpołudnia przedstawiają podstawowe kroki około pięciu tańców, co prawda z wykorzystaniem sześciopunkta, ale... No cóś wątpię, żebu osoby, które nie znały tych tańcówc choć trochę wcześniej coś były w stanie naprawdę załapać. Jest to tyljko nauka kroków podstawowych, o jakichś figurach można sobie pomarzyć. Byłam dwa razy, więc wydaje mi się mocno, że wiem o czym mówię. O wiele więcej wyciągnąć szło z zajęć wf w Owińskiach.
Też mam takie samo zdanie o tych kursach w oparciu o sześciopunkt, tym bardziej, że wtedy jak byłem, to na koniec warsztatów odbywał się pokaz tańców i my, czyli grupa niewidomych też tańczyliśmy. Trzeba było się mocno spinać, żeby nie zlecieć, bo te pokazy odbywały się na takiej dużej platformie, żeby widzowie mogli dobrze je obejrzeć. A ta zaimprowizowana scena miała mniej więcej półtora metra wysokości. Oczywiście bili nam brawo jako grupie, ale ja odniosłem wrażenie, że bili nam dlatego te brawa, że to grupa niewidomych,no ale może to zbyt subiektywne wrażenie. Ale w ogóle muszę Wam powiedzieć, że umiejętność tańczenia, zwłaszcza dla nas niewidomych jest bardzo ważna, bo to fajnie się jest pokazać, że nawet bez wzroku można dobrze tańczyć. ja kilka dobrych lat grałem po weselach i kiedy mogłem jeszcze dojrzeć jak ludzie tańczą, to czasami też można się było roześmiać. Dość komediowo wyglądało to jak ktoś np. przestawiał nogi z miejsca na miejsce. A przecież tańczyć możemy, jeśli się nas dobrze tegonauczy. Poza tym ma się większą śmiałość poprosić partnerkę czy partnera do tańca na jakiejś imprezie typu sylwester.
Jak chodzi o tańće, to przyznam się do jednej rzeczy: nigdy nie przepadałam za imprezami, dyskotekami itp. gdzie się tańczyć. No przecież walca im tam nie zasunę. No po prostu nie umiem, nie wiem jak się tańczy tak ło, z kimś tam. Raz mi wyszło i to jeszcze jak, ale to było raczej fikanie i kręcenie się w rytmie, a że partner tak samo chętnie i gibko skakał i fikał, to było po prostu fajnie, ale nie wiem czy te tańce były takie, jak trzeba.