A ja. To ... Szkoda gadać. Bo, słodycze dla mnie mogłyby nie istnieć. Potrafię kilka tygodni nie zjeść nic słodkiego i jest mi z tym dobrze. Ale, to nie znaczy, że nie mam swoich ulubionych. Mam, tyle, że, jak już sobie to nakupię, to leży, miesiącami hermetycznie zamknięte.
Kinder bueno.
Kinder joy
Wszelkiej maści produkty tych kinderów.
A z czekolad:
Czekolada z okenkiem i z orzechami, w szczególności biała.
Ostatnio biała czekoladka z kawałkami mango
Czekolady bombelkowe, ni wiem czy wiecie o co mi chodzi.
I ciastka wszelkie maślane, pieguski z kawałkami czekolady.
Z wafelków to góralki, knopersy, jakieś trzybity, kit katy, czasem lajony.
A cukierki: Wszelkiej maści landrynkowate i galaretkowate
I to byłoby na tyle. :D
Znalazła się ta, dla której słoycze mogłyby nie istnieć, nie? :D
Kasiu- mam dokładnie tak samo. Ostatnio- musiałem się pozbyć czekoladek Ferero, o których całkowicie zapomniałem. A co się okazało- były rok po terminie. Jak byłem mały- było inaczej. Wtedy mogłem słodycze jeść i jeść i nigdy dosyć.
Potrzebuję papugę, gdyż ściga mnie kruk, za to że pożyczyłem pieniądze od bociana.
Ja nie wiem. jak można nie lubić rodzynek? O ile same są średnie, o tyle w połączeniu z ciastem, serkiem, bądź czekoladą prezentują się naprawdę dobrze.
Delicje. Kompletnie zapomniałem o tych ciastkach. jednak teraźniejsze wedlowskie delicje nijak się mają do tych, które jadłem za dzieciaka w 1996 r. Swoją drogą nie wiem, jak ja to pamiętam. Ale jednak. Smak w głowie mi został. :)
hmm. Rodzynek też nie trawię. W żadnej postaci. W cieście, w ciastkach, samych, blllleeee.
Ale nie lubię też żadnych posypek na ciasta. Typu kokosowe wiórki. I jeszcze, oooo tak. Nie znoszę córkierków i ciast, ciasteczek z wszelkiej maści orzechami. Jedyne co, to czekolada z okienkiem,jak wyżej pisałam. A tak? Nie
Ale ciasto też takie z tego co wiem jest. A z ciast, to najbardziej lubię krówkę, pleśniaka i takie wszelkie na herbatnikach. Mój tata, jak jeszcze łuszczyca go tak bardzo chorobowo nie ograniczała, rbił przepyszne hatki Kubusia puchatka, na bazie herbatników, wafli, jakichś tego typu rzeczy. I przekładańce
Denis- tak to prawda, dlatego mam sentyment głównie do standardowych szampańskich jak zwał tak zwał, chociaż wiadomo, że to już nie to co kiedyś. W dzisiejszych czasach wszystko co do jedzenia popsuli.
Potrzebuję papugę, gdyż ściga mnie kruk, za to że pożyczyłem pieniądze od bociana.
A pamiętacie takie cukierki? Takie. Kurrde, ja nie wiem jak to się pisze, kadbers? One były takie mlecznei takie dobre nadzienie miały. I te, oo, lubiłam zozole. I takie malusieńkie owocowe elfiki, landrynkowate. I jeszcze są cukierki lodowe, pychootka, co je lubie
Zozole są do tej pory i akurat je lubię. Pozostałych nie kojarzę, chyba że chodzi ci o takie twarde jajowate płaskie z takim jakby okienkiem. To one były jak dla mnie mega sztuczne.
Potrzebuję papugę, gdyż ściga mnie kruk, za to że pożyczyłem pieniądze od bociana.
This site uses cookies to enhance your experience.