Jakieś 2 lub 3 lata temu dostałem na gwiazdke Hobbita tam i zpowrotem w wersji audio bookowej, byem zachwycony. Aktualnie jestem gdzieś w połowie drógiej części władcy pierścienii.
O, patrz, jak mogliśmy zapomnieć o mistrzu Tolkienie? No cóż, no to co można o nim napisać. Z pewnością geniusz, bo stworzył nowy gatunek literacki, a o to ciężko dziś.
Jego dzieła oceniane są różnie. Dla niektórych są zbyt ciężkie, inni, w tym ja, się nimi zachwycają.
O ile Hobbit jest bardziej baśnią i kierowany do osób młodszych, o tyle Władca Pierścieni to już literatura poważniejsza i bardziej przemyślana.
Może to dziwne, ale tak, jak często wracam do twórczości moich ulubionych pisarzy, tak Władcę Pierścieni czytałem dwa razy.
Pierwszy raz był razem pierwszym, w drugiej klasie podstawówki, kiedy to tata mnie zachęcił do zapoznania się z twórczością tego pisarza, wcześniej poznałem trylogię Władcy Pierścini, niż Hobbita, o ciekawe. I chociaż dobrze Władcę Pierścieni pamiętałem i czasem na fragment spojrzałem, powtórzyć sobie powieści te postanowiłem dość niedawno, bo już w liceum, rok temu.
Znam również Silmarilliona, chociaż osoby, które nie przeczytały ostrzegam, że to bardziej przypomina podręcznik do historii Śródziemia, niż powieść. Ale warto, naprawdę warto go poznać i polecam. :)
A ja Hobbita zaczęłam kiedyś dawno, ale nie przeczytałam, z kolei nie mogę jakoś się wziąć za Władcę Pierścieni. Jako dziecko czytałam, mając osiem czy siedem lat, nie żartuję, z PZN-u mi przysłali, ale o ile pamiętam, nie przebrnęłam. Chyba za dużo opisów jak dla ośmiolatki. :D W ogóle chciałam kiedyś wziąć się za całego Tolkiena, od Silmarilion zaczynając, ale... skończyłam na pierwszym odcinku.
Silmarillion jest fajny, ale ciężki ze względu na formę. Ja dostałem Władcę Pierścieni, audiobooka, na urodziny od taty pamiętam. Nie wiem, ile miałem lat, ale z całą pewnością była to klasa druga lub trzecia. Skąd ta pewność? Bo w trzeciej klasie mieliśmy napisać pracę pt. Moja ulubiona Książka I opisałem, ku zdziwieniu pani, Powrót Króla. :D Opisów sporo, ale mimo wszystko polecam. :)
No cóż. Na począdku powrotu króla nie mogłem przejść ale potem się udało. Było słuchowisko w lecie z radiem w dawnych czasach dwie wierze w formie słuchowiska. Jak by ktoś był za interesowany to na prv zapraszam. "słuchowiska są super".
"Silmarillion" to zdecydowanie zły pomysł na rozpoczęcie przygody z twórczością Tolkiena. Ja jako dzieciak jakoś dziewięcioletni zaczęłam czytać "Hobbita" i nie przebrnęłam, bo trafiłam na jakże genialne w swym komiźmie tłumaczenie pana Łozińskiego. Oczywiście wtedy nie dostrzegałam owego komizmu. Za "Władcę pierścieni" wzięłam się wiele lat później, już jako dorosła osoba i się zakochałam.
Natrafiłem dziś na bardzo ciekawą pracę, co prawda w języku angielskim, ale chcę wam ją polecić mimo to. Autor analizuje motyw przyjaźni Froda i Sama, wskazuje na pewien idealizm i zdolność do poświęceń, porównując tą tematykę ze współczesnością, ujęcia przyjaźni w literaturze Tolkienowskiej i dzisiejszej popkulturze, a także, przede wszystkim, zastanawia się czym jest przyjaźń. Pokazuje paradoks, o jakim pisała na blogu Elanor, ukazywania tych dwoje jako pary kochanków, w autora pracy, a także mojej opinii wynika to tylko i wyłącznie z jakiegoś dziwnego spaczenia psychiki i spoglądania na pewne sytuacje. To tak a propo dyskusji w wątku o literackich przyjaźniach. Chętnych zapraszam do lektury. Tytuł: “I said I’d carry him, if it broke my back… and I will:” An Analysis of the Development of Frodo and Sam’s Relationship in J. R. R. Tolkien’s Lord of the Rings Trilogy Esther Oziel College
Coś na ten temat pisała też po polsku niejaka Tallis Keeton. Przesłała mi kiedyś ten esej i długo go miałam na dysku, ale jak laptop poszedł się paść, tak i ten jej esej. Ale ja się w końcu spróbuję do niej dobić i poprosić o udostępnienie tego, bo to było warte uwagi.
Za Tolkiena nie mogłam się jakoś zabrać, choć leżał sobie na komputerze i czekał. Dopiero w ciąży mnie naszło i przeczytałam "Władcę pierścienia" i "Hobbita". Idąc tym jakże entuzjastycznym torem rozpoczęłam "Sillmarilion", ale nie dałam rady.
Tolkien znał coś koło 30 języków, więc... :) Nie zapominajmy, że prócz tego, że był pisarzem, uważany jest za jednego z najważniejszych badaczy historii języka staroangielskiego i staronordyckiego. :)
Ja do Silmarilionu podchodziłem 3 razy, raz jak widziałęm i dwa razy jak już słuchałem i również nie dałem rady, choć Władcę pierścieni i Hobbita przeczytałem dwa razy.
Silmarillion jest lekturą dość trudną ze względu na formę. Bliżej jest jej do kroniki, niż powieści. Literatura zdecydowanie z cięższych, choć nie aż tak, jak Silmarillion: zdecydowanie polecam "Dzieci Hurina". Z dzieł Tolkiena chyba moje ulubione.
Siemson. Tolkiena jak bym to określił wyczyściłem prawie do cna. Przeczytałem prawie wszystko oprucz "Niedokończonych opowieści". Oczywiście nie przeczytałem tylko tego co było po angielsku iwyłącznie. "Sirmariljon" ciężki jednak ja przeczytałem jak miałem e-booka syntezatorem Jacek ale i też w Audiobooku jak wyszedł. Trylogie "Władca Pierścieni" słuchałem ze 2 razy Hobbita chyba może ze 3 albo więcej. Tolkien nie wiem kogo cytując był jak ten jeździec na koniu pośród rozległego stepu fantasy pierwszy i jedyny w swojim rodzaju, przepraszam jednak cytat niedokładny ale tyle zapamiętałęm a nie mogę znaleźć gdzie to przeczytałem. Jednak patrząc nie do końca był osamotniony w swojim gatunku bo i słynny Conan Barbażyńca pana Howarda też był nie wiem czy nie pierwszy w kolejności wydania w gatunku Fantasy choć dla niektórych niższych lotów jakościowych. Całe Śrudziemie u Tolkiena to piękna koncepcja nawet w mojej Ustnej Maturze bo i wziołem sobie go na warsztat a co tam fajnych używa motywów kanonicznych jak i z baśni tak i puźniej często używanej w fantasy. Nawet kiedyś miałem książke która analizowała Tolkiena i doszukiwała się nieco iskry wiary w jego twórczości i mimo że koncepcja była dość ciekawa to leciutko nieco naciągana mojim zdaniem potrzebne mi to akurat dzieło było do matury ustnej. Pozdrawiam serdecznie
Też rozważam, ale jak to u mnie, musi mnie na Kinga najść ochota. -- (Numernabis): Ja się zabieram za Mroczną Wieżę Stephena Kinga, który to cykl jest przyrównywany do trylogi Tolkiena.