Najważniejsze, że się udało. Mnie się nigdy muchy zabić nie udało. Kiedyś w dzieciństwie jedną zmiażdżyłam zupełnym przypadkiem, ale dlatego, że trochę była śnięta już.
Nigdy nie można być pewnym, że to co już masz będzie Ci dane na zawsze, a pewne w życiu są tylko dwie rzeczy, śmierć i podatki.
O matko, a takie bydlaki wlatujące ogromne, co do światła lecą, ale ni są chyba ćmami, bo ciem mam wrażenie nie słychać, takie bydlackie, twarde jak osy... Umarło to to mi od żarówki któregoś wieczora latem, potem zmartwychwstało, a potem znów umarło... Jakoś nie miałem ochoty tego brać w łapska, wolałem poświęcić koszulkę i dobić, w razie by znów chciało zię inkarnować w to samo.