Klapsy i lania w wychowaniu
Wróć do Inne#141 tomecki
No to chyba czas powoli na jakieś podsumowanie, bo u mnie dzieciów sztuk dwie. Jedno co prawda jest jeszcze w stanie prawie bezkontaktowym, a przy najmniej piramida potrzeb ograniczona do absolutnego minimum, jednak starsza córka już powoli walczy o samodzielność. Rzadko zgadzam się z Łysym, ale to jest jeden z tych nielicznych przypadków. Rodzice mają na prawdę masę środków aby dziecku w jakiś sposób uzmysłowić, że robi źle. Klaps jest przejawem desperacji i czymś w rodzaju "sorry, ale skończyły mi się argumenty i został jeden, ten siłowy". Do zwolenników tego rodzaju wychowania mam jedno pytanie: czym różni się klaps dla dziecka od przylania np. żonie? Toż dziecko, przy najmniej od pewnego wieku rozumie po polsku, jest w stanie przetworzyć informacje, oczywiście odpowiednio dla niego przygotowaną itd. Problem w tym, że niestety zdarzają się sytuacje, w których faktycznie rodzice nie są w stanie wymyślić niczego innego albo, co jest już większym problemem, w ten sposób wyrazają frustrację.
Niestety często rodzice niezbyt przygotowują się do swojej roli i gdy nagle okazuje się, że ich wspaniałe ideały o tym, że ich dziecko będzie códowne, bo mają takie świetne sposoby na spokojne nocki, na płacz, na karmienie i cholera wie co jeszcze nagle biorą w łeb, bo nie słuchali mądrzejszych, którzy mówili, że na pewne rzeczy nie ma opcji i dziecko musi czasem ulać dokładnie wtedy, gdy już stwierdzimy, że wszystko ogarnęliśmy, budzić się o drugiej w nocy z przeświadczeniem, że właśnie nadszedł czas na rozrywkę, a przede wszystkim jedzenie, popłakać sobie, bo dlatego że ponieważ, a w ogóle nie dajemy sobie rady, chodzimy na rzęsach i zamiast tulić aniołka, wrzeszczymy na bachora. Tak było, jest i będzie.
Dochodzę do przekonania, że wychowanie dzieci to przede wszystkim przeogromna lekcja pokory dla rodziców i jeśli ta lekcja nie zostanie właściwie ogarnięta to klapsy, ryki, ciągłe kłótnie to kwestia tylko i wyłącznie czasu. Dodajmy, że czasu raczej krótkiego. Bardzo często rodzice mają różne szczytne cele gdy rodzicami się stają: że nie podniosą głosu, że będzie naturalne karmienie jak długo się da, że wystarczy odrobina dobrej woli aby zrozumieć dokładnie wszystkie potrzeby dziecka oraz odrobina energii aby im sprostać, że nigdy nie poślą dziecka do diabła, czytaj przed tv, aby dało święty spokuj i chociaż przez chwilę nie darło mordy itd, itp. Nikt, no może prawie nikt, nie wytrwał w tych wszystkich postanowieniach więc zaczynają się dyskusje, że nie jesteś dobrym rodzicem, że to drugie nie jest dobrym rodzicem, narasta nerwówka. dziecko to doskonale wyczuwa i jasne, że raczej go to nie uspokaja. Błędne koło się rozpędza i pozostaje tylko czekać, aż coś wybuchnie. Mało kto wchodzi w rodzicielstwo ze spokojem, całkowicie ogarnięty, bez wku**wu na kogokolwiek lub cokolwiek. Ciąża oczywiście też robi swoje. Dlatego przygotowanie do bycia rodzicem powinniśmy zaczynać na długo przed tym zanim to wymazone dziecko pojawi się nawet w formie zygoty od ogarnięcia siebie samego. Jeśli uda się ogarnąć życie, psychikę, nerwy, reakcje na stres to jest szansa, że wychowanie obejdzie się bez przy najmniej tych większych problemów.
Podsumowjąc: klapsy wg mnie to raczej średnia metoda, która wynika raczej z bezradności rodziców niż rzeczywistej skteczności tej metody, a do tego tradycja, która jasno mówi, że parę razy na gołą dupę zrobiło ze mnie prawdziwego faceta też swoje robi.
Tak w ogóle, żeby nie było, nadal twierdzę, że decyzja o tym żeby załozyć rodzinę była dobra. Jedyne, co zmieniłbym w tym całym procesie to zwróciłbym większą uwagę na to aby bardziej ogarnąć się przed uruchomieniem tego całego procesu.
#142 misiek
Klaps, czy tym bardziej lanie to policzek dla rodzica, a dziecka to i tak niczego nie nauczy, w ręcz przeciwnie podbuży zaufanie do rodzica i przyniesie tylko strach, napewno nie respekt i szacunek. Jeśli to rozumiesz i byłeś w takiej sytuacji ty rodzicu to wiesz, że to holernie boli, ale tylko ciebie, bo dzieciak chwilkę popłacze, przestanie i zapomni, a ciebie drogi rodzicu będzie to gryzło co ty w ogóle zrobiłeś. Jeśli tego nie rozumiesz, to może lepiej w ogóle nie miej dzieci, a jeśli już je masz i dalej nie rozumiesz przeczytaj sobie pięciokrotnie ten i powyższe posty i głęboko się zastanów.
#143 Julitka
Często jest też tak, że dzieciom trudno jest wytłumaczyć zawiłości i brudy tego świata. One rozumieją czarno-biało: jest dobro, zło, tata i mama są silni i wszystko potrafią, nie ma rzeczy niemożliwych do wykonania (patrz - wciśnięcia, przeskoczenia, zmieszania) itp itd. Są o wiele bardziej otwarte na świat niż dorośli.
A dorośli tej swojej zamkniętości przeskoczyć nie potrafią z miliarda powodów, wśród których przodują czynniki środowiskowe. Więc dlatego czasem wyrażają frustrację w ten sposób.
Dziecko się źle uczy.
Dlaczego się źle uczy?
Bo taki ma charakter, bo rodzic mu nie poświęca czasu, bo nauczyciele nie umieją trafić, bo woli matmę od polskiego, bo nie zostało nauczone, że nauka to przyjemność i trzeba sobie odpowiednio organizować czas itp itd.
W dużej mierze winę ponoszą rodzice.
Ale z drugiej strony ci sami rodzice nie wyobrażają sobie swojego aniołka z dwujami, bo przecież to miało być cudowne wręcz dziecko, a przynajmniej dobrze się uczyć. I zamiast się zastanowić, dlaczego ta dwuja, często po prostu ze zmęczenia, zalatania, frustracji wyżywają się na Bogu ducha winnej istocie. No i oczywiście dochodzi decydujący czynniki pt. "Za moich czasów to...".
Rodzice nie rozumieją, że ich czasy przeminęły z wiatrem i że to oni sami wychowali dziecko w świecie pełnym smartfonów, komputerów, wszechobecnego social media i uzależnienia od bycia "w sieci", bez żadnych wartościowych autorytetów, miłości do książek itp itd.
Oczywiście, jeden, pojedynczy rodzic świata nie zmieni, ale moim zdaniem musimy, ja także, mieć świadomość, że to my dzieciom zgotowaliśmy ten los, a nie - oni nam.
Papierosy, komputer, FB, dopalacze i inne wymyślili dorośli, nie dzieci.
#144 Monia01
Pytanie tylko czy to, co postrzegamy w kategoriach, że jest złe, np. bajki, czy jest złe naprawde? Po pierwsze, nikt nie broni obejrzeć bajki razem z dzieckiem i jakoś o niej pogadać, co przecież nie jest niemożliwe; po drugie, każdy musi czasem odpocząć i osobiście nie dziwię się rodzicom, którzy np. włączali dziecku bajkę w czasie zamknięcia właśnie dlatego, że mimo szczerych chęci nie wytrzymywali i chcieli, żeby dziecko na moment było cicho.
No i pytanie czy dziecko naprawdę musi mieć dobre oceny? Czy to jest takie konieczne? Może ono naprawdę nie lubi się uczyć? Albo nauczyciele faktycznie przynudzają? A może ono zwyczajnie nie będzie lubiło czytać? W ogóle albo w tym momencie życia. Znam dziecko, które miało taki czas, że nie chciało, żeby mu czytać bajki wieczorem, bo nie było zainteresowane. Jak trochę podrośnie i będzie wolało gry, to zamiast kopać się z koniem warto poszukać jakiejś edukacyjnej, wartościowej gry i wartościowych filmików na YT, bo przecież są takie.
Wydaje mi sie, że chodzi o to, żeby pokazywać możliwości, a nie kazać którąś koniecznie wybrać.
A to, że ktoś miał trudne dzieciństwo albo za jego czasów to wolno było bić dzieci, bo coś tam, przestaje go usprawiedliwiać w momencie, gdy bierze na siebie odpowiedzialność za inną istotę. Tak myślę.
Inna sprawa, że jak już rodzic błąd popelni, a popełni na pewno, moze nawet straci kontrolę i, niestety, uderzy to dziecko, to najprawdopodobniej świat się nie zawali, bo przecież nie chodzi o to, żeby błędów nie popełniać, ale raczej się na nich uczyć.
No, ale to trzeba mieć dużo świadomości i cierpliwości, Bo faktycznie, prokreacja wydaje się czymś tak oczywistym, że wiele osób przystępuje do rodzicielstwa z marszu, bo przecież dziecko każdy mieć może i moze nawet powinien.
Żeby nie było, nie mam ani tej cierpliwości, o której pisałam, ani pokory, o której pisał Tomecki. No, ale dzieci też nie mam :D
🇺🇦 🇵🇱
#145 misiek
Zgadzam się w pełni, tylko co do nauki to trzeba jeszcze obwiniać nasz system szkolnictwa, za to jak funkcjonuje, że uczymy się nikomu niepotrzebnych żeczy i w końcu, że nauczyciel z powołaniem który faktycznie będzie w stanie zainteresować tematem zdarza się jeden na milion, a zmuszanie dzieciaka do nauki przez rodziców zawsze, ale to zawsze przynosi odwrotny skutek. Karanie za złe oceny i zmuszanie do nauki zawsze kończy się pogorszeniem w nauce, większym stresem, a nawet unikaniem szkoły czy nawet domu rodzinnego.
-- (Julitka):
Często jest też tak, że dzieciom trudno jest wytłumaczyć zawiłości i brudy tego świata. One rozumieją czarno-biało: jest dobro, zło, tata i mama są silni i wszystko potrafią, nie ma rzeczy niemożliwych do wykonania (patrz - wciśnięcia, przeskoczenia, zmieszania) itp itd. Są o wiele bardziej otwarte na świat niż dorośli.
A dorośli tej swojej zamkniętości przeskoczyć nie potrafią z miliarda powodów, wśród których przodują czynniki środowiskowe. Więc dlatego czasem wyrażają frustrację w ten sposób.
Dziecko się źle uczy.
Dlaczego się źle uczy?
Bo taki ma charakter, bo rodzic mu nie poświęca czasu, bo nauczyciele nie umieją trafić, bo woli matmę od polskiego, bo nie zostało nauczone, że nauka to przyjemność i trzeba sobie odpowiednio organizować czas itp itd.
W dużej mierze winę ponoszą rodzice.
Ale z drugiej strony ci sami rodzice nie wyobrażają sobie swojego aniołka z dwujami, bo przecież to miało być cudowne wręcz dziecko, a przynajmniej dobrze się uczyć. I zamiast się zastanowić, dlaczego ta dwuja, często po prostu ze zmęczenia, zalatania, frustracji wyżywają się na Bogu ducha winnej istocie. No i oczywiście dochodzi decydujący czynniki pt. "Za moich czasów to...".
Rodzice nie rozumieją, że ich czasy przeminęły z wiatrem i że to oni sami wychowali dziecko w świecie pełnym smartfonów, komputerów, wszechobecnego social media i uzależnienia od bycia "w sieci", bez żadnych wartościowych autorytetów, miłości do książek itp itd.
Oczywiście, jeden, pojedynczy rodzic świata nie zmieni, ale moim zdaniem musimy, ja także, mieć świadomość, że to my dzieciom zgotowaliśmy ten los, a nie - oni nam.
Papierosy, komputer, FB, dopalacze i inne wymyślili dorośli, nie dzieci.
--
#146 Kat
Napisałam ileś postów temu, że klaps oznacza przegraną rodzica i tak jest. Niestety, ale karami cielesnymi szacunku sobie nie zapewnimy. Ja wiem, są tacy, którzy uważają, że szacunek zdobywa się tyranizowaniem otoczenia, ale to tak nie działa. Zamiast szacunku można wypracować co najwyżej kombinatorstwo u takiej młodej jednostki.
Kolejna sprawa to z dzieckiem należy rozmawiać odkąd tylko zaczynają do niego trafiać proste przekazy, myślę, że wtedy są mniejsze szanse na totalny brak posłuszeństwa. Co innego, jeśli obudzimy się nagle z zimowego snu i stwierdzimy, że no halo, z tym moim potomkiem dzieje się coś złego, nagle zrobił się nieznośny. Nie, to nie stało się nagle, ale było już wcześniej, lecz rodzic to najzwyczajniej w świecie przeoczył i wtedy zaczynają się problemy, a bo on nie słucha, jest niedobry itd. To z nikąd się nie wzięło.
Jeśli dajmy na to, pozwalamy dziecku oglądać bajki bez jakichś ograniczeń i robimy to od 2 r. ż, a uznamy, iż problem jest poważny, gdy nasza pociecha skończy, powiedzmy lat 7, no cóż, nie wymagajmy cudów, że obejdzie się bez sprzeciwu, buntu i braku posłuszeństwa. Nie obejdzie się. I nie, to nie wina dzieciaka. Winny jest rodzic, bo to on do tego doprowadził.
Strach zabija duszę.
Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie.
Stawię mu czoło.
Niech przejdzie po mnie i przeze mnie.
A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę.
Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic. ... Jestem tylko ja."
- Litania Bene Gesserit przeciw strachowi ("
#147 Julitka
Kat, a jak radzisz sobie jako matka z problemem wszechobecnych smartfonów, komputerów i gier od najwcześniejszego dzieciństwa?
#148 Kat
Zawarłyśmy umowę, że ma określoną ilość czasu na tableta. W tym czasie ogląda bajki, ewentualnie gra sobie w gry, aktualnie na topie jakieś literki i Masza. :)
Nie obywa się bez zgrzytów i płaczu, gdy czas dobiega końca, ale wtedy jej przypominam, że sama się na takie warunki zgodziła.
--Cytat (Julitka):
Kat, a jak radzisz sobie jako matka z problemem wszechobecnych smartfonów, komputerów i gier od najwcześniejszego dzieciństwa?
--Koniec cytatu
Strach zabija duszę.
Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie.
Stawię mu czoło.
Niech przejdzie po mnie i przeze mnie.
A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę.
Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic. ... Jestem tylko ja."
- Litania Bene Gesserit przeciw strachowi ("
#149 Julitka
A ile jej dajesz tego czasu?
I jak to wygląda w przedszkolu?
Niedawno słyszałam relację zrozpaczonej mamy, która już nie wiedziała, co robić, bo w przedszkolu wszystkie dzieciaki na tabletach lub telefonach, zero zabawy.
#150 Julitka
I u kolegów to samo.
#151 nuno69
Dla mojego brata ym,yśliłem pewien algorytm.
Po pięciu dniach podsumowuję, ile czasu spędził na naukę a ile na dbeilizmy (spotykanie się z kolegami, malowanie głupot ETC), biorę z tego 20% i to jest jego czas na sobotę i niedzielę.
Czyli przykładowo załóżmy, że od poniedziałku do piątku poświęcał po szkole 2 godziny na naukę.
2 godziny = 120 minut 120 *5 = 600
600 / 5 = 120
Wychodzi dwie godziny gier i Youtuba na weekend. Moim zdaniem to jest sprawiedliwe, bo im więcej pracuje, tym więcej dostaje.
Wyliczmy to dla trzech godzin nauki dziennie
3 *60 = 180
180 *5 = 900
900 / 5 = 180
Za naukę w weekend jest 30% czasu, i może ten czas "chomikować".
#152 Kat
Ma godzinę dziennie w tygodniu, zazwyczaj jest to kilka razy po np. 10 min. Generalnie więcej niż godzinę w tygodniu jej nie pozwalam. W weekendy za to ma od 1,5 do 2 godzin, ale też z przerwami.
U nas w przedszkolu dużo dzieciaki się bawią i nie ma czegoś takiego, że mają do dyspozycji tablet czy smartfon.
--Cytat (Julitka):
A ile jej dajesz tego czasu?
I jak to wygląda w przedszkolu?
Niedawno słyszałam relację zrozpaczonej mamy, która już nie wiedziała, co robić, bo w przedszkolu wszystkie dzieciaki na tabletach lub telefonach, zero zabawy.
--Koniec cytatu
Strach zabija duszę.
Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie.
Stawię mu czoło.
Niech przejdzie po mnie i przeze mnie.
A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę.
Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic. ... Jestem tylko ja."
- Litania Bene Gesserit przeciw strachowi ("
#153 Julitka
@Nuno Dobre, dobre, tylko zastanawiam się, jak to wyliczasz. :)
Ja się tak dopytuję, bo się martwię o własne, przyszłe dzieciaki.
#154 daszekmdn
@Nuno: Moim zdaniem tak nie powinno być. Rodzice powinni się tym zajmować, bo w końcu to ich syn. Niektórzy chyba robią dzieci z przypadku... ;/ Dobrze, że chociaż ty się zajmujesz.
#155 nuno69
@153 No jak to jak? Minutami, żeby łatwiej się liczyło xD.
#156 Julitka
Ale jak Ty to kontrolujesz?
#157 misiek
I znowu piszesz o czymś, o czym nie masz pojęcia. Co w tym złego, że brat zajmuje się bratem? Mój brat też mną się zajmował i co w tym złego? Za dzieciaka znałem jego bardzo wielu znajomych, a raczej odwrotnie oni do tej pory mnie pamiętają, a ja części już niekoniecznie. A gdyby ktoś powiedział do niego, że jestem dzieckiem z przypadku w najlepszym przypadku dostałby raczej niemiłą wiązkę słownictwa, w najgorszym po ryju. Troszkę zastanów się nad tym co piszesz.
-- (daszekmdn):
@Nuno: Moim zdaniem tak nie powinno być. Rodzice powinni się tym zajmować, bo w końcu to ich syn. Niektórzy chyba robią dzieci z przypadku... ;/ Dobrze, że chociaż ty się zajmujesz.
--
#158 misiek
To apsurd, by pięcioletnie dziecko miało własny smartfon. Niech ma co najwyżej telefon, z którego zadzwoni do rodziców oczywiście na prepaidzie.
#159 nuno69
@Julitka, albo zaglądam do niego dosyć często, albo zadaję mu konkretną porcję materiału do nauczenia i potem sprawdzam.Też nie uważam, aby zajmowanie się bratem było czymś złym :).
#160 daszekmdn
Łysy:
Nie powiedziałem nikomu, że jest dzieckiem z przypadku, tylko często to tak wygląda. Rodzice robiący sobie dzieci, którymi później nie mają się czasu zajmować, bez żadnego zastanowienia się nad tym, czy podołają etc to bardzo częste zjawisko i co ja poradzę że dla mnie to tak wygląda.
Co w tym złego? Przede wszystkim to, że każde dziecko potrzebuje miłości rodziców, zrozumienia z ich strony, poświęcenia czasu. Tak to nie powinno wyglądać, że głównie zajmuje się nim brat czy siostra.
Rozumiem, gdyby robili to z uwagi na podobny wiek etc, ale od zajmowania i wychowywania są rodzice, a przynajmniej w teorii tak to właśnie powinno wyglądać.