Spowiedź nie służy kapłanowi, tylko człowiekowi. To nie jest tak, że wyznaję coś kapłanowi (lub, jeżeli wierzę głębiej, Chrystusowi w Konfesjonale), tylko przyznaję przed samą sobą, że jestem, jaki jestem.
Przytoczę:
Wyobraźmy sobie sytuację, w której musimy powiedzieć ojcu: "Wiesz co? Stłukłem wczoraj pięć szklanek zaraz po tym jak roz...em telewizor i przypier...em funkcjonariuszowi policji w skutek wypicia zbyt dużej ilości alkoholu i wypalenia pięciu jointów pod naszym osiedlowym monopolowym.". Kto powiedziałby ojcu o czymś takim, skoro nawet taki fakt zwykłego rozwalenia telefonu lub dostania złej oceny ciężko przechodzi nam przez ściśnięte gardło?
Często wobec dzieci stosuje się zabieg psychologiczny polegający na tym, że po prostu nakłania się je, by przyznały się do swojego błędu. Efekt jest często piorunujący, a dzieci z większą trudnością popełnią czyn po raz drugi. Przykład odnaleźć można w książce L. M. Mondgomery, zdaje się "Ania na Uniwersytecie".
Tak samo jest ze spowiedzią. Przyznanie się (głośne) i to nie przed samym sobą, ale przed innym człowiekiem, powoduje automatycznie większy wstyd i chęć poprawy. Nie ma tu nic nietypowego, to sama psychologia.
Mnie np. z każdą spowiedzią trudniej jest wyznawać w kółko jeden i ten sam grzech. To już prawie obciach, gdy po raz setny powtarzasz to samo. To tak, jakbym ciągle ojcu mówiła o tych blantach...
Odpada też czynnik samousprawiedliwienia. Wyznając grzechy, spotykamy się z obiektywizmem, którego brakuje nam samym.
Religie protestanckie praktykują spowiedź nieco inaczej - szanuję, choć to nie dla mnie. Zbyt mało motywacji, zbyt mała dyscyplina.
Czy spowiedź została wymyślona po to, by manipulować społeczeństwem? Pierwsze wzmianki o niej pojawiają się podobno dopiero w IV wieku, a spowiedź regularna - w XIII. A jeżeli tak? Możliwe!
"Dlaczego dopiero w 1215 roku odkryto, że spowiedź jest konieczna, a jej zaniedbanie może zamknąć przed człowiekiem możliwość przebaczenia grzechów? Nie znamy jednoznacznej odpowiedzi, ale w praktyce, podobnie jak w przypadku powołania do życia pozostałych dogmatów, oznaczało to umacnianie się pozycji Kościoła i wzrost jego władzy nad ludem."
(
http://www.podprad.net/potrzebna_spowiedz_sakrament_pokuty.html)
Cóż, może tak, może nie, ale sama idea wydaje mi się słuszna.
"Chcę być tylko dla siebie, mam prawo do siebie samego, do mojej nienawiści i do mojej żądzy, do mego życia i do mojej śmierci. Duch i ciało człowieka są rozpalone przez pychę, człowiek bowiem właśnie w swej pysze chce być jak Bóg. Spowiedź przed bratem jest najgłębszym upokorzeniem, boli i pomniejsza, uderza z całą mocą w pychę. Stanąć przed bratem jako grzesznik - to też wstyd nie do zniesienia. W wyznaniu konkretnych grzechów umiera stary człowiek, umiera w bólach upokarzającą śmiercią na oczach brata. Ponieważ tak trudne jest to upokorzenie, sądzimy wciąż, że potrafimy się wymigać od spowiedzi przed bratem. Nasze oczy są tak zaciemnione, iż nie dostrzegają już obietnicy i chwały związanej z tym upokorzeniem."
(Dietrich Bonhoeffer, "SPOWIEDŹ I WIECZERZA PAŃSKA")
"Wyznawajcie zatem sobie nawzajem grzechy" (Jk 5, 16)
"Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane" (J 20, 23)
Co to oznacza? Jeżeli kapłan odpuszcza nam grzech, to on już wcześniej JEST odpuszczony (wciąż ze strony podprad.pl).
Chodzi więc o akceptację tych grzechów, o pogodzenie się z nimi, zmierzenie się ze swoimi słabościami, o żal i rozpoczęcie pracy nad sobą.
Sąd Ostateczny polega na tym, że to my stajemy wobec bezmiaru Boga, wobec jego dobroci i potęgi. Na drugiej szali widzimy nasze grzechy, nasze słabości, nasze postępowanie. Wielu teologów uważa, że to dusze osądzają się same, bo w bezpośredniej konfrontacji z Bogiem nie da się już nic zawoalować, nic usprawiedliwić, nic pominąć.
Wybaczcie, zbytnio się rozpisałam. :)
--Cytat (Zuzler):
NO włąśnie po to może, że przyznanie się przed drugim człowiekiem coś ludziom może dawać.
--Koniec cytatu