Hej wam, kto z Was jadł kiedyś makaroniki? Domyślam się, że znajdzie się tu kilku amatorów tych pysznych migdałowych ciasteczek z kremem, mimo, że są one znakomite, to mają jedną, zasadniczą wadę - są drogie.
Okazuje się, że można je również zrobić samemu, w tym jednak miejscu pragnę zaznaczyć, że przepis do najprostszych nie należy, choć właściwie nie, przepis jest dość łatwy, jedynie dość wymagający, wystarczy przeoczyć drobny szczegół i nasze makaroniki mogą przedstawiać się nie tak, jakbyśmy sobie życzyli.
Do brzegu jednak, jeśli chodzi o przepis, są 2 sposoby ich przygotowania:
metoda francuska - na bezie francuskiej,
oraz włoska - na syropie cukrowym. Z uwagi na chyba niedostępny dla nas termometr cukierniczy, skupię się na pierwszym sposobie przygotowania, ale o drugim też napiszę.
Zatem: potrzebować będziemy:
3 białka, ok 100g cukru, ok 25g cukru pudru i 125g mąki migdałowej.
Ważna informacja - mąkę migdałową wraz z cukrem należy jeszcze raz przemielić, można w tym celu użyć blendera.
Białka i cukier ubijamy na sztywną pianę, następnie do przygotowanej piany dodajemy mąkę z cukrem pudrem i tu zaczyna się zabawa, bo musimy wymiszać masę do połączenia się składników, masa nie może być za rzadka, ale musi spływać po szpatułce. Czy ciasto spływa, sprawdzałam przy użyciu palca, uniosłam szpatułkę nad palec i sprawdzałam, czy spływa. Najlepiej mieszać ciasto od ścianek do środka i z dołu do góry, a do tego powinno się użyć szpatułki silikonowej.
Kiedy mamy już gotową masę na makaroniki, rękaw cukierniczy wypełniamy ciastem i przy użyciu okrągłej tylki, wyciskamy je na rozłożony na blachę papier do pieczenia. Ciasteczka powinny nieć maks 35mm średnicy, dlatego warto zastosować jakiś rodzaj oznaczenia, np. narysować kółka mazakiem i obrócić ten papier na drugą stronę. Nie wiem właściwie po co wam to piszę, bo nam rysowanie raczej się nie przyda, ale może będziecie mieć do dyspozycji oko, które pomoże wam uformować ładne ciasteczka. No, chyba, że jesteście w posiadaniu formy do wypieku makaroników, ja jeszcze nie jestem, ale zamierzam być w jakiejś tam przyszłości, bo to powinno rozwiązać problem z wylewaniem ciasta.
Piekarnik rozgrzewamy do 140-150 st.C i pieczemy przez 15-20 minut.
Po upieczeniu, zostawiamy ciasteczka na blaszce i czekamy aż wystygną, następnie nakładamy krem i wkładamy do lodówki w szczelnie zamkniętym pojemniku.
Jeśli natomiast chodzi o metodę włoską, do ubitej na sztywno piany dodajemy syrop cukrowy w temperaturze 118 st.c. Przygotowujemy go w ten sposób, że cukier gotujemy w niewielkiej ilości wody, ale nie mieszamy, żeby nie powstał karmel. Nie podam dokładnych proporcji, bo przyznam, że z uwagi na brak termometru cukierniczego, nie zwracałam na nie uwagi. Syrop trzeba lać cienką strużką i po ścianie naczynia, miksujemy tak długo, aż masa będzie błyszcząca i sztywna. Ciąg dalszy jest taki sam, jak przy bezie francuskiej, choć makaroniki wykonane metodą włoską zachowują się bardziej stabilnie.
Cóż, pierwsze podejścia na pewno nie są łatwe, ale myślę z czasem można nabrać wprawy.
Ja mam za sobą kilka wypieków i żaden jeszcze mnie nie zadowolił, ale ciasto wychodzi coraz lepsze, a i smak jest jak być powinien, a to chyba najważniejsze.
Kat — Post 1 of 1
"Nie wolno się bać.
Strach zabija duszę.
Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie.
Stawię mu czoło.
Niech przejdzie po mnie i przeze mnie.
A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę.
Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic. ... Jestem tylko ja."
- Litania Bene Gesserit przeciw strachowi ("
Strach zabija duszę.
Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie.
Stawię mu czoło.
Niech przejdzie po mnie i przeze mnie.
A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę.
Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic. ... Jestem tylko ja."
- Litania Bene Gesserit przeciw strachowi ("