Transkrypcja
No cześć kochana, właśnie wróciłam ze mszy, gdzie współtworzyłam oprawę muzyczną, także wokal, plus organy, takie tam różne historie, także rozśpiewana to ja jestem.
Co do techniki operowej, no ja rozumiem, że nie każdy się w niej musi czuć dobrze, no akurat dla mnie to jest, no moja bajka, kurczę, moja bajka.
Też mieszkam w bloku i też nie mam gdzie za bardzo tam huknąć tym głosiskiem, no bo jak nawet coś nagrywam na bloga, no to tak dosyć łagodnie jak na mnie, naprawdę mogę mocniej, także rozumiem Cię.
No właśnie, tutaj jest taki kłopot, tak jak mówisz, ćwiczenia rozluźniające krtań, no tak, ale to jest kolejny etap.
Jeśli czujesz się spięta, to Twoje ciało jest spięte, Twoje mięśnie są spięte, no i głos też będzie taki ściśnięty.
Czy chcesz, czy nie, i wtedy ta barwa, no, nie wyjdzie ładna, wyjdzie taka jakaś przydłoszona, jakby ktoś Cię usiadł na piersi i nie chciał zejść.
Znowu, na przykład, krzyczenie i zaciskanie się, to też jest błąd taki, trudno to nazwać kardynalnym, ale tak można byłoby, jakiś wykładowca mógłby tak powiedzieć.
Przede wszystkim on bardzo ściska struny, a struna to jest mięsień, i jak uderzysz się mocno w jakiś mięsień, w nogę, czy coś tam, czy w rękę, no to on boli, i jeszcze może być siniak.
A na strunie siniaków, czyli polipów i wózków nie widać, ale nam bardzo skutecznie odbierają głos.
Ty jesteś młoda i to jest też tak, że ten głos cały czas dojrzewa.
Tak jak mówiłam, do 35-40 roku życia ten głos dojrzewa, no potem też tam, nazwijmy, nie powiedzmy tego przejrzewa absolutnie, bo to można mieć 80 i mieć piękny głos, tylko potem już dochodzą też zmiany takie związane z wiekiem.
Też wiotczeją mięśnie strun głosowych.
Niestety.
Niestety, to tak jest, no po prostu cały człowiek się zużywa i nasz instrument jeden, jedyny, w swoim rodzaju pod tytułem głos też się zużywa.
Ćwiczenia rozluźniające, przede wszystkim, to tego nie słychać, to możesz spokojnie wykonywać.
Krążenia ramion, no bo niby po co, nie? Na WF-ie, tak jakby człowiek był.
Krążenia ramion po prostu rozluźniają Ci obręcz barkową i kręgosłup szyny, tutaj kark.
On niby nie ma nic wspólnego ze śpiewaniem.
A no dobra, ale jest rezonatorem, całe nasze ciało rezonuje, bo jak się wydaje jakiś dźwięk, krótki czy dłuższy, to jednak to nasze ciało po prostu jest dla niego taką płytą rezonansową, a że wydaje krtań i cały ten aparat mowno-wokalny, także krążenia, na przykład dużo dmuchania takiego, jakbyś chciała świeczki zdmuchnąć na torcie,
albo taki sapiący pies.
To wtedy tak śmiesznie brzmi, tylko nie na dźwięku, żeby nie było jakiegoś takiego przydechu, no bo to łatwo potem w coś takiego wpaść w taką manierę, no i tak śpiewasz.
Nie mówię, że Ty, ale niektórzy artyści. Ojejku, jak długo biegł, jak się zmęczył.
No nie, na tego nie chcemy. W każdym razie takie sapanie z jajnego pieska, nie musimy języka wywieszać, w każdym razie sapanie z jajnego pieska jest fajne, ponieważ masz krtań opuszczoną.
Wargi i wszystko, i to jest takie, wiesz, tak miękko i tak sobie naturalnie to, czyli długość oddechu dowolna.
Można też na przykład regulować sobie oddech na takim słowie z damku, czarna wrona bez ogona, czarna wrona bez ogona.
No nie będę teraz mówić tyle, ile potrafię na raz, bo to nie ma sensu.
W każdym razie bierze się oddech i wypuszczamy powietrze, mówiąc miarowo, tą czarną wronę bez ogona, albo czarna krowa w kropki bordo, co tam sobie kto chce, albo o szosie i saszy.
Wszystko jedno, w każdym razie, żeby to nam spółgłoski wybrzmiały i jak najwięcej razy to powiedzieć na jednym oddechu, żeby nie robiło się tak czarna wrona bez ogona.
No nie, nie, nie, nie, staramy się jak najwięcej szybciutko na jednym oddechu, ale kontrolujemy oddech, bo wtedy nie dobieramy
i wtedy jest równiutko, równiutko płynie nam ta fraza oddechowa, mimo, że jeszcze nie mamy dźwięku.
Co jeszcze? Mruczenie, murmuranda po różnych dźwiękach, nie musi być głośno, ale to wtedy się rozluźnia krtani.
No i co?
No i co?
Wtedy wcale sąsiedzi tego za bardzo nie słyszą. Skoro ty śpiewasz dosyć nisko, fajną masz barwę, obstawiam, że my co sopran, nie musisz być sopranem, nie każdy musi być
i nie zmuszaj się do śpiewania wysoko. Jeśli ty się źle czujesz w tych rejestrach, absolutnie tego nie rób.
Może skala ci się poszerzyć, ale to musiałabyś jednak pod kontrolą specjalisty.
I samemu sobie można schrzanić skalę, zwyczajnie w świecie. Nawet nieumiejętnie, zupełnie niechcący, ale to jest naprawdę, wbrew pozorom, tak sobie każdy się nie zna.
No i dla naszych strunek głosowych, wielkich, gigantycznych mięśni, takie fasolki malutkie, dwie na całe życie.
W każdym razie tak. I to śpiewanie musi być takie, przede wszystkim w głowie. Co my chcemy zaśpiewać?
I wiedzieć, gdzie się mogę zacisnąć. Typu na przykład jak wyższe dźwięki i jest i.
To niektórzy robią, hmm, spróbuję to zrobić w sposób kontrolowany.
O, poszła krtani w górę.
U, no zacisnęło się.
Fuuu.
Nie.
I niedobrze dla strun, i dla barwy, i my słyszymy, że coś, o kurczę.
To jest takie podświadome, ojej, dochodzę do wyższych dźwięków.
Nie musi być bardzo wysoko, ale już takie, musimy podświadomość tą naszą, hmm, rozluźnić.
Jakieś tam treningi, szulce, jak ktoś chce, to proszę bardzo, ale nie będę tu się wypowiadać, bo to nie jest gałąź emisji.
W każdym razie, pierwsza sprawa, rozluźniamy nasz umysł.
Staramy się nie myśleć, że tu jest wysoko.
O, tu się na pewno zepnę.
Jak myślisz, że się zepniesz, to się pewnie, że się zepniesz.
Albo jeszcze gorzej.
Zabraknie oddechu, no, takie drobiazgi.
W każdym razie, samo śpiewanie jest ogromnym procesem.
Musi być w psychice, w sercu, w duszy, zanim w ogóle otworzymy mordkę i wydamy z siebie jakikolwiek dźwięk.
Musimy wiedzieć, co śpiewamy, świadomie, każdą literkę prawie.
Jak czasami tak tłumaczę różnym znajomym, pracuję z ludźmi nad emisją głosu, to tak słyszę, słuchaj, ale, no, ale co to ma do rzeczy?
Czy tam jest my, czy tam jest sy?
No, kurczę, ma, ogromnie ma znaczenie.
Bo, na przykład, wiemy, do jakich zaciskających, na przykład, głosek trzeba się przygotować odpowiednio.
I kiedy nam, na przykład, jest niewygodnie, czasem potrzeba nam zmiany tonacji.
Także to jest cały świadomy proces śpiewania.
Ło, matko!
No, w każdym razie, czyli tak, staramy się, ćwiczenia rozluźniające, typu jakieś tam pojacyki, jakieś tam skłony, czyli żeby rozruszać nasze ciało.
No, i oczywiście postawa prawidłowa, zacieśniemy się, my często mamy, z dysfunkcją wzroku, taką tendencję, że albo ramiona podsuwamy do góry i już jesteśmy ściśnięci.
Klatka piersiowa jest ściśnięta i taki się kukucik robi, łach.
Czasem jest tak wygodniej, bo to byś tak chciała, jakby podeprzeć ten dźwięk, ale, no, nie, to jest nieprawidłowe.
Czyli naturalna postawa, no, niestety wyprostowana, nie każdy z nas to lubi.
Głowa nie może być za wysoko, ale też nie może być za nisko.
Jak podniesiemy głowę do góry, uu, krtań się.
Sama ścisnęła.
Ja zrobiłam to teraz w sposób kontrolowany.
No, ale, jak ją spuścimy, to barwa nam też się tutaj, krtań nam opadła i o, taki dźwięk, taki, zdechłały.
W każdym razie, tak, odpowiednie ułożenie ust.
Nie musi być operowe, ale jak to śpiewa, zależy, jaka tam emisja.
W każdym razie, musi być odpowiednie ułożenie ust, czyli tam, no.
Czy śpiewamy operowo, czy zwyczajnie górna warga nam pracuje.
Dolna, delikatnie.
Tak jak dolne podniebienie jest nieruchome, nie?
A górne, twarde sobie siedzi, ale miękkie się rusza.
Czyli jak dotkniemy twardego, no to tam nic się nie zmienia.
Ale jak głębiej językiem, miękkiego, to jest taka galaretka, nie?
I jak tam się ruszamy, ruszamy się, ruszamy.
I to też jest mięsień, to też może się, może samo się nie zaciśnie, ale coś może tam zatrzeć i wtedy jest kijowy dźwięk, po prostu.
Bardzo to powiedziałam profesjonalnie, ale przynajmniej jasno.
No i w każdym razie, czyli staramy się rozluźnić, no przede wszystkim ziewanie, takie suche.
Prowokuję oczywiście, udaję.
Nie zasypiam wam przy komputerze.
Można też na dźwiękach.
Sąsiedzi nam nie pouciekają.
Takiego lwa robimy, na wyżej, niżej oczywiście.
I wtedy tak czujemy, gdzie nam się wygodniej rozciągać dźwiękowo.
Także przede wszystkim rozluźniamy, tak jak powiedziałam wcześniej, krtań, mięśnie.
I pracujemy nad umysłem, po prostu żebyśmy wiedzieli, żebyśmy byli świadomi, co my chcemy zaśpiewać, jak chcemy zaśpiewać.
A stres, normalna sprawa, też mam stres.
Chociaż dużo osób mówi, nie, to chyba się ty w ogóle nie stresujesz przed koncertami, a jakże nie.
Wiecie, ile rzeczy może pójść nie tak na koncercie?
Ło matko.
No w każdym razie, to jest najważniejsze, żeby poszło tak i żeby każdy myślał, że się nikt nie stresuje i w ogóle jest rewelacja.
Ale to jest sztuka pana, właśnie też nad tremą.
Wiecie, zawsze można coś schrzanić, jakiś dźwięk.
Śpiewając po tysiące razy, po dwa tysiące razy, zawsze.
Także, ale jakbyśmy tylko myśleli, co my schrzanimy, to o, byśmy w ogóle, no, nie zaśpiewali nic.
Bo byłaby taka spinka.
Także, praca nad takim rozluźnieniem.
A można na przykład, tak jak powiedziałam, takie dmuchanie, jeszcze tego nie powiedziałam, takie otrząsanie, jak tam jest na przykład taki mokry.
Albo jak jest taka Czordonald, albo na przykład to kląskanie, takie konikowe.
Rozluźniamy mięśnie języka, rozluźniamy, rozluźniamy.
I warki też mam.
Różne na przykład pary spółgłosek.
Pyby, pyby, pyby.
No to na warki rozluźniamy.
Ał, ał, ał.
Ił, ił, ił.
Nie udaje pogotowia.
Przy ił, ił, ił krtanie się porusza w górę i w dół.
I to też jest takie kontrolowanie naszych mięśni.
Większość z nas nie może korzystać z lustra.
I to jest też taka kwestia, aby samemu w sobie poczuć to lustro.
Żeby siebie obserwować, pracę swoich mięśni słuchać, dotknąć.
Czasem czyjeś, po prostu drugiej osoby, nie?
Żeby wiedzieć, że my co robimy.
Całym ciałem śpiewamy.
Każdym mięśniem tak naprawdę.
I ta świadomość też nam pomoże się rozluźnić.
Powodzenia kochana.
I dzięki za wysłuchanie tego długiego wpisu.
Mam nadzieję, że się zamieści.