A może trochę powspominamy... Jakie książki przeczytane w dzieciństwie najsilniej zapisały się w sercu i pamięci? Co lubiliście / nienawidziliście czytać?
Ziarnko złota znaleźć można, ale ziarnka czasu - nigdy.LINE Przysłowie chińskie.LINE
Moje ukochane książki z dziecięcych lat to: "Tajemniczy ogród" F. Burnett, "Mała księżniczka" tej samej autorki,"Serce"E. d;Amicisa i "Dar rzeki Fly" M. Kruger.
Ziarnko złota znaleźć można, ale ziarnka czasu - nigdy.LINE Przysłowie chińskie.LINE
Tak na szybko- uwielbiałem, O psie, który jeździł koleją, Chłopców z placu broni, jeszcze pamiętam była taka książeczka o biednej i porzuconej dziewczynce, której pomagał przeżyć na dworze piesek. Nie wiem, czy przypadkiem to nie Anielka. Nie lubiłem- Ani z zielonego wzgórza czy- Dzieci z Bulerbyn. Jeszcze Lassie wróć, i cykl Pan kleks, ale w drugim przypadku jakoś wolę filmy. Powinienem jeszcze zaliczyć Harrego Potera, ale tą serię zacząłem czytać jako nastoletni chłopak. Jeszcze Księga dżungli. Książkę jak i film katowałem przez całe dzieciństwo.
Ojjj, dużo tego będzie. "Dzieci z Bullerbyn", Ania z Zielonego Wzgórza, Mała Księżniczka, Słoneczko, Bułeczka, O psie, który jeździł koleją, Hejdi, Hejdi dorasta, Kornelia, ej samej autorki, co Hejdi, i jeszcze coś będzie, ale nie mogę sobie przypomnieć, co takiego.
"Trzeba być wielkim przyjacielem, żeby przyjść i przesiedzieć z kimś całe popołudnie tylko po to, żeby nie czuł się samotny. Odłożyć swoje ważne sprawy i całe popołudnie poświęcić na trzymanie kogoś za rękę." Anna Frankowska
DLa mnie to "muminki" w wersji książkowej i nadal tylko w tej toleruję. Co jeszcze było... Nie pamiętam. WIem, żę nienawidziłam legendy o bazyliszku, bałam się jej do tego stopnia, że nie można było przy mnie mówić tego słowa. :d A, dzieci z Bullerbyn czytałam i chyba nawet były spoko wtedy, słuchałam "karolci". A, no i bardzo nie lubiłam "kajtkowych przygód", ale nie pamiętam, dlaczego.
rzeczy niemożliwe od ręki, cuda w przeciągu trzech dni.
Celtic, jeszcze Johanny Spyri kojarzę "Stare zamczysko". Jamajko, myślę, że "Kajtkowych przygód" nie lubiłaś, bo język staroświecki i wiejskie realia odległe dzieciakom XXI wieku.
Ziarnko złota znaleźć można, ale ziarnka czasu - nigdy.LINE Przysłowie chińskie.LINE
Starego Zamczyska nie czytałam. O, Karolcię to i ja słuchałam, a Kajtuś był spoko. :D
"Trzeba być wielkim przyjacielem, żeby przyjść i przesiedzieć z kimś całe popołudnie tylko po to, żeby nie czuł się samotny. Odłożyć swoje ważne sprawy i całe popołudnie poświęcić na trzymanie kogoś za rękę." Anna Frankowska
U mnie książki to dość szybko wesły, bo najpierw rodzice czytali, za co wdzięczny im jestem po grób no i wtedy szło tego duużo, większości nie pamiętam. Na pewno Bromba i inni, bo nowych jeszcze nie było i to nawet teraz lubię poczytać czasem, kilka zbiory wierszyków dla dzieci w tym Ewy Szelburg-Zarębiny z porobionymi przez mamę obrazkami z materiału coby dzieciątko mogło coś tam skojarzyć jak hmunki wyglądają. potem szkoła więc i biblioteka oczywiście najchętniej tzw. książki mówione no i tu było też tego sporo. Do dzisiaj lubię wrócić do Szklarskiego i cyklu o tomku, za to kolejowy pies jakoś mi umknął. Dzieci z Bullerbyn byłyy, a jakże i nawet podobało mi się to. W wieku jakichś 11, może 12 lat były pierwsze przymiarki do Lema więc Opowieści o pilocie Pirksie, potem Dzienniki gwiazdowe, ale bajki robotów duużo później, bo nagranie nie były :d. W internacie była na szczęście moda na czytanie książek i tam pierwszy raz otarłem się o Chmielewską z cyklem o Janeczce i Pawełku i wzięło mnie na długo :d. Z ciekawszych rzeczy czytałem całe 34 kasety czterech pancernych z sierściuchem i nieco mniej, ale to już za sprawą brata zakochanego w Zorro książkę o nim, która była de facto takim bardziej romansidłem, ale co tam, wątki "babskie" się pomijało, a reszta była ok. Aa, oczywiście dokrot Dolittle został przemaglowany w tę i z powrotem wszystko, co było nagrane plus jakieś coś, co czytała mama gdy byłem w domu. Dużo jeszcze możnaby wymieniać: Verne, nienacki, Niziurski, Ożogowska, a "awantury i wybryki małej małpki Fikimiki" to była jedna z nielicznych książek, które w brailu przeczytałem od dechy do dechy.
Aa, czytałem też, ale po razie. Mikołajka pewnie czytałbym więcej, ale jak teraz lubię Irenę Kwiatkowską, tak kiedyś raczej za nią nie przepadałem. Zwłaszcza w parze z dziecięcą literaturą.
Również lubiłam Kwiatkowską jako lektorkę książek dziecięcych. Z kolei głos Anny Romantowskiej uważałam za przesłodzony i nieco egzaltowany, natomiast Anny Nehrebeckiej za zbyt smutny.
Ziarnko złota znaleźć można, ale ziarnka czasu - nigdy.LINE Przysłowie chińskie.LINE
Oooo, Mikołaaajek. <3 Też czytałam. I Kubusia Puchatka też.
"Trzeba być wielkim przyjacielem, żeby przyjść i przesiedzieć z kimś całe popołudnie tylko po to, żeby nie czuł się samotny. Odłożyć swoje ważne sprawy i całe popołudnie poświęcić na trzymanie kogoś za rękę." Anna Frankowska
Ja jeszcze lubiłam powieści Astrid Lindgren: "Madikę z Czerwcowego Wzgórza", "Rasmus i włóczęga","Mio mój Mio", "Braci Lwie Serce" i "Pippi na Południowym Pacyfiku". A mojemu chrześniakowi czytałam "Emila ze Smalandii" i przygody Karlssona z Dachu.
Ziarnko złota znaleźć można, ale ziarnka czasu - nigdy.LINE Przysłowie chińskie.LINE
O Jejku, tak. Mio mój Mio do tej pory brdzo lubię. Karlssona z dachu czytałam za dzieciaka Rasmusa też. Dużo tego było od Astrid.
"Trzeba być wielkim przyjacielem, żeby przyjść i przesiedzieć z kimś całe popołudnie tylko po to, żeby nie czuł się samotny. Odłożyć swoje ważne sprawy i całe popołudnie poświęcić na trzymanie kogoś za rękę." Anna Frankowska
Hmmm. No to chyba pora na Mnie. "Mikołajek" i "Kubuś puchatek" to dwie książki, które czytałam po kilka razy. Uwielbiałam jeszcze "Dynastje Niziołków". Miałam też, coś jak by audiobuka z Reksia, ale nie wiem dokładnie co to było. :)
Nawet jeśli jesteś aniołem, zawsze znajdzie się ktoś, komu będzie przeszkadzał szelest twoich skrzydeł. Autor nieznany.