No przecież taki musi istnieć, zwłaszcza że świat każdego z tu obecnych jest innym światem. :) Jednym słowem, drodzy państwo, jaki dźwięk jest dla Was prywatnie najokropniejszy, najbardziej wkurzający, nie do zniesienia i w ogóle sprawia, że macie ochotę uciec lub zatłuc tępą siekierą jego źródło? Skrobanie gwoździem po tablicy? Skrzypienie pisaka? Szorowanie styropianem po ścianie? Piszczenie podgumowanymi butami o podłogę? Monotonne stukanie tych cholernych kropel z zepsutego kranu o zlew? Ukochany zabytkowy zegar babci wybijający północ, gdy Wam się właśnie udało zmrużyć oczy? Mlaskanie albo siorbanie herbaty przez wujka Zdziśka nie przyjmującego do wiadomości, że żyją ludzie, którym się chce puścić pawia, gdy są zmuszeni je podziwiać? Brzęk drobnych wpadających pojedynczo do blaszanej puszki i łupiących boleśnie w jej dno? Ach, wiem, że to tylko kilka pomysłów, proponuję wydłużenie tej listy i dopisywanie tych najbardziej przez Was znienawidzonych zjawisk akustycznych.
Pisk chamulców autobusu, czy pociągu, syrena pogotowia lub straży pożarnej, Dźwięk klaksonu trąbiącego długo i zapamiętale, skrobanie paznokci po tablicy. pisk sztućców po tależu. Alarm samochodowy, którego długo nikt nie wyłącza, donośny gwizd czajnika, gdy gotuje się woda.
Nigdy nie można być pewnym, że to co już masz będzie Ci dane na zawsze, a pewne w życiu są tylko dwie rzeczy, śmierć i podatki.
Jestem mizofonikiem proszę pańśtwa, oznacza to że mlaskanie, hrupanie, ciamkanie i inne odgłosy wydawane podczas jedzenia lub picia zwykle wyzwalają u mnie chęć mordu.
Nawet jeśli jesteś aniołem, zawsze znajdzie się ktoś, komu będzie przeszkadzał szelest twoich skrzydeł. Autor nieznany.
Wszystko co głośne. ale pisk hamulców kolejowych jeszcze tych wcześniejszych nie tych jakie mają te nowe EZT to jednak top of the top.
____________Panu się zdaje, że życie polega na tym, żeby dorosnąć. Co? Być dorosłym; zdać egzamin; zadośćuczynić normom. A co to jest norma? Czy pan, jako psychiatra może mi odpowiedzieć? Co to jest norma? Nie może pan, bo to jest g**no.
Och taaak, jeszcze bywają. A jak np. wjedzie takie piszczące barachło na Centralny w Wawie, gdzie wszystko się odbija echem i nie ma gdzie się ten dźwięk rozejść, to po prostu czysta masakra.
Oj, znam ja to znam. -- (Zuzler): Och taaak, jeszcze bywają. A jak np. wjedzie takie piszczące barachło na Centralny w Wawie, gdzie wszystko się odbija echem i nie ma gdzie się ten dźwięk rozejść, to po prostu czysta masakra.
--
Nigdy nie można być pewnym, że to co już masz będzie Ci dane na zawsze, a pewne w życiu są tylko dwie rzeczy, śmierć i podatki.
Taak! Klockowe hamulce kolejowe to jest to, ewentualnie hm... klakson kolejowy lub ten w metrze, bo to nie dość, że głośne, ale nagłe, a w przypadku kolejki podziemnej jeszcze w taakim pogłosie. Tak wiem, że klaksonem tego się nie nazywa, ale przy najmniej śmiesznie brzmi. Kiedyś wracaliśmy z z jednym takim z kolonii. Gość miał zepsuty mikrofon w dyktafonie i jedyne, co się nagrywało to stukanie w obudowę. Na dworcu gość mimo to coś tam sobie z nagrywaniem eksperymentował i jedno się nagrało. Pociąg hamujący jak chyba żaden inny. Poziom dźwięku porażał! Inna rzecz wkurzająca mnie niepomiernie to wszelkie imprezy z muzyką na pełnej... Wiele dałbym za możliwość prywatnej regulacji poziomu tego, co dobiega do człowieka podczas koncertu. U mnie pokrętła byłyby ustawiane w okolicach minimum. Tak w ogóle wydawało mi się, że jestem dość odporny na odgłosy około chorobowe, ale będąc na porodówce jedna pani i nie była to moja żona sprawiła, że zacząłem się cośkolwiek zastanawiać czy to aby najlepszy pomysł świata.
No to u mnie klaksony tak w ogóle, zawsze mam ochotę przywalić kierowcy, który trąbi, szczególnie niedaleko mnie, bo zawsze mam wrażenie, że to na mnie. Co do muzyki, to dlatego nie lubię koncertów w ogóle, takich dużych. Ale mój top topów znienawidzonych dźwięków to drapanie kota o brzeg kuwety zamiast w żwirek.
Przejeżdżający motocykl, ale tak obok ucha. Piszczące chamulce w tunelach, albo pod wiaduktami. Trzaskające, niestabilne drzwi w jadącym autobusie/tramwaju, które jeszcze skrzypią.
„Równowaga nie działa w korporacjach. Tam rządzi chaos i budżet.
Jeżdżenie metalem po szkle, np. nożem lub widelcem po talerzu, nie znoszę i tak jak @Lwica, nie cierpię mlaskalnia, ciamkania i innych dźwięków wydawanych w trakcia spożywania posiłków i przeszkadza mi to u absolutnie każdego, wyjątek stanowi moje dziecko.
"Nie wolno się bać. Strach zabija duszę. Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie. Stawię mu czoło. Niech przejdzie po mnie i przeze mnie. A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę. Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic. ... Jestem tylko ja." - Litania Bene Gesserit przeciw strachowi ("
No to u mnie, jeśli chodzi o znienawidzone dźwięki to są to: tłukący deszcz o dach, szczególnie w nocy, no i może jeszcze skrzypiące drzwi w jakimś miejscu publicznym.
2. Pukanie paznokciami w stół, bo połamę! albo o np. kubek/szklankę utnę palce!
3. Gwiżdżący czajnik im głośniej, tym gorzej Na szczęście rzadko mam doczynienia.
4. dopełnianie wodą do odpowiedniego poziomu w piecu CO - nie pytajcie o reakcje nawet. I ośmiobitowe melodyjki - stare centrale, niektóre pozytywki czy ostatnio lampka z funkcją alarmu/budzika.
I ostatni na ten moment, wrzucanie drobniaków z góry do puszki, potrząsanie śróbkami i ogólnie metal o metal.
A ogólnie to ja dziwna jestem, więc całą stronę mogłabym wam napisać.
Sygnatura:
Cis najzieleńszy jest zimą; ma zwyczaj śpiewać kiedy płonie.