Czy macie jakieś takie książki, które czytało się świetnie, a na końcu rozczarowały was tak, że gdybyście wiedzieli, jak się skończą, to byście ich nie przeczytali? A mało tego, nie powrócili więcej z sentymentem?
Ja kilka mam. W tym momencie przychodzi mi do głowy - "Co kryją jej oczy" - Sarah Pinborough, "Grzech" - Nina Majewska Brown, "Ono" - Dorota Terakowska
Ja taką mam jak narazie jedną "451 stopni fahrenheita"
Dziękuję wszystkim tym, którzy mnie wspierali i pomagali, wszystkim tym, z którymi miło się gawędziło i spędzało czas. Ostatnie zdarzenia przyspieszyły moją decyzję, odchodzę. Na koniec chciałem pogratulować moderatorom grupy o telefonach, Samodzielność oraz Polskie społeczeństwo działań skutkujących tym, że nie chce się tutaj zaglądać Mają wyłączność na słuszność, user nie ma prawa mieć innego zdania, a jeśli takowy broni swoich racji spuszczają ze smyczy swoją obronną maskotkę. Działania władzy pokazują jedynie, że wspomniana moderacja ma w głębokim poważaniu to co miśli zwykły user bez uprawnień moderatorskich, bo kimże taki user jest.. Brak wyjaśnień, merytorycznych, podpartych choćby regulaminem, to brak szacunku. Jak to nawet namiastka władzy potrafi uderzyć do głowy... Aha, kroplę czary przelał ban otrzymany za to, że napisałem do maskotki moderatorek, że się podlizuje, żałuję jedynie, że nie napisałem kulturalnie, a nie zgodnie z moimi zasadami, że zawsze piszę to co myślę, czyli, że liże dupę.
Ja też mam takie książki: 1 uczeń skrytobujcy - denerwujący jest tak książe władczy, który zachowuje sięjjak idiota a nikt z tym nic nie robi. 2 Miecz Prawdy a dokładnie książka z cyklem związana - Reguła dziewiątek, w stosunku do całego cyklu to dno. Za bardzo czarnobiała, za prosta.
Zapraszam osoby posiadające piesy, lub chcące je posiadać, do dołączenia do grupy o psach przewodnikach.
Jest książka "niepełni", która na końcu ma dla mnie tak niezrozumiałe zakończenie, że nie wiem, czy bym do tego wróciła. Kompletnie nie wiem, co mi to miało przekazać.
rzeczy niemożliwe od ręki, cuda w przeciągu trzech dni.
Taa, bo to wygląda, jakby po prostu chciał pokazać, że życie takich ludzi to jedno wielkie pasmo udręki, mimo wszystko. No i OK, mają, m, mamy pod górkę, mamy ciężko, nie są nawet takie cuda nam obce, ale przecież nie jest tak, że nikogo przy sobie nie zatrzymamy
"Mgły Avalonu" Marion Zimmer Bradley. Sięgnęłam, bo ponoć jeden z klasyków fantasy, a poza tym, mam pewną słabość do legend arturiańskich i już nawet przestaję się tego wstydzić. :D Owszem, wciągnęło mnie z początku, bo autorce nie można odmówić tego, że pisała dobrze. Ale jak mnie potem bohaterki zaczęły wkurzać; ich zachowanie, postawa... Naprawdę, doczytałam do końca tylko dlatego, że miałam nadzieję, że je wszystkie szlag trafi. Nadzieja matką głupich. I druga książka: "Misery" Stephena Kinga. Ileż ja przy niej nerwuw zjadłam. Dobrze napisana, ale nigdy więcej!
No, dokładnie taką miałam nadzieję. :D A z ostatniego tygodnia: Agnieszka Lis, "Jutro będzie normalnie". Nie można powiedzieć, całkiem ładnym stylem napisane, lecz to jedna z tych książek, które człowiek kończy czytać i mówi: "Ale, że niby o czym to było"?