Wiesz, tu raczej wydaje mi się, że to jest trochę tak jak z ciągłym informowaniem o jedzeniu, chodzeniu do toalety, katarze, etc. Chociaż w sumie o jedzeniu nawet stosunkowo często było. Mnie zastanawia czemu czrodzieje tak mieli trochę obsesję na punkcie dyń, w sensie sok dyniowy, ciasto dyniowe itd itd. Czy chodzi o halloween, że takie magiczne, straszne, czy o coś innego? Choć sok dyniowy brzmi dość dobrze.
„Równowaga nie działa w korporacjach. Tam rządzi chaos i budżet.
Były były. Z 2 strony oznacza to, że uczniowie mieli dość łatwy dostęp do katalogów czy reklam takich sklepów, a to też nigdzie nie było wspomniane, jak wiele innych rzeczy zresztą. Gdzie uczniowie się myli, np? Zawsze jest wspominane jedynie dormitorium i toalety, do których chodziło się w dzień. Albo czy oni naprawdę jedli tylko 3 razy dziennie i zapychali to słodyczami? Albo co działo się w gruncie rzeczy z kimś, kto nie zdał ani jednego przedmiotu na SUMach?
Z tymi oblanymi sumami to chyba coś było w kontekście jakiegoś tam kuzyna kogoś, albo kogoś tam z pokolenia rodziców Harrego. Prawdopodobnie kończył właśnie prowadząc lodziarnie przy pokątnej, albo jakiś sklep z typu tych na nocturnie
Biorę z konta każdego Eltenowicza po 500 zł i słucham państwa.
Powyższa wypowiedź, wyraża jedynie moją opinię w dniu dzisiejszym. Nie może ona służyć przeciwko mnie ani w dniu jutrzejszym, ani każdym innym następującym po tym terminie. Ponadto zastrzegam sobie prawo zmiany poglądów bez ostrzeżenia i podawania przyczyn.
Albo jakie perspektywy miał tak naprawdę ktoś, kto zdał tylko 1 przedmiot? Serio, wracał na 2 lata nauki, żeby uczestniczyć w jednych zajęciach? Wnioskując z 6 części, nie było, chyba że znowu czegoś nie wiemy, przedmiotów, na które można by się zapisywać dopiero po sumach, żeby, ja wiem, nadrobić, douczyć się, cokolwiek. Jaki to ma sens, jeśli ktoś naprawdę zda 1, no niech by 2 przedmioty?
Co więcej, Harry np. miał ból przez chwilę, sądząc, że nie będzie mógł uczestniczyć w zajęciach z eliksirów, bo nie dostał najwyższej oceny. Czyli nie wystarczyło zdać, trzeba jeszcze było zdac przyznajmniej dobrze. Jeśli tak, to tym bardziej zasadne będzie pytanie, co działo się z uczniami, którzy nie zdali wystarczająco. Przecież nie ma najwyraźniej jakiegoś odpowiednika zawodówki, do której takie jednostki mogłyby pójść. A poza wszystkim ogólnie systtem lekcyjny wydaje mi się tam mocno upośledzony. Z wymienianych, najwyraźniej wszystkich lub większości istniejących, przedmmiotów mamy: astronomię, zaklęcia, historię magii, obronę przed czarną magią, eliksiry, zielarstwo, transmutację, numerologię, wróżbiarstwo, mugoloznawstwo, opiekę nad magicznymi stworzeniami. I to chyba naprawdę wszystko albo niewiele mniej. Nawet jeśli założymy, ze te pierwsze kilka przedmiotów miało się po kilka razy na tydzień, to jednak ten plan nie wygląda na jakoś tragicznie przeładowany. A jeśli jednak było tego dużo, to jakim prawem nauczycieli było tylko po jednym od każdego przedmiotu? I oni ogarniali to wszystko sami? Nawet jeśli każdy rocznik był podzielony na 2 grupy, to byłoby ponad 10 zajęć na jednego nauczyciela, wszystko po kilka razy na tydzień. To kurde im by się bardziej przydały te zieniacze czasu, nie Hermionie i już nawet w polskiej szkole masowej nauczyciel ma lepiej, jeśli założymy oczywiście, że są tacy, którzy naprawdę mają tylko te 18h przy tablicy. Tak czy inaczej, większość z nich miałaby, powiedzmy 24 lekcje z uczniami, a jeszcze doliczyć należy ocenianie tych stosów prac, które każdy z każdego rocznika, czyli średnio 350, no niech by tylko 300, osób, musiał co chwilę pisać. Jak oni, do cholery, to ogarniali? A przecież nawet w tak dziwnej szkole na pewno nie były to jedyne rzeczy, jakimi się ci nauczyciele zajmowali.
Ej, ziomeczku, w internacie też dają żryć 3 razy dziennie, tak? xd -- (Zuzler): Były były. Z 2 strony oznacza to, że uczniowie mieli dość łatwy dostęp do katalogów czy reklam takich sklepów, a to też nigdzie nie było wspomniane, jak wiele innych rzeczy zresztą. Gdzie uczniowie się myli, np? Zawsze jest wspominane jedynie dormitorium i toalety, do których chodziło się w dzień. Albo czy oni naprawdę jedli tylko 3 razy dziennie i zapychali to słodyczami? Albo co działo się w gruncie rzeczy z kimś, kto nie zdał ani jednego przedmiotu na SUMach? --
Jeden punkt: Tam lekcje były po 1,5 godziny zegarowej, jak wykłady w Polsce. Inna sprawa, jak ci jedenastolatkowie to wytrzymywali, ale o to nie pytamy. xd -- (Zuzler): Co więcej, Harry np. miał ból przez chwilę, sądząc, że nie będzie mógł uczestniczyć w zajęciach z eliksirów, bo nie dostał najwyższej oceny. Czyli nie wystarczyło zdać, trzeba jeszcze było zdac przyznajmniej dobrze. Jeśli tak, to tym bardziej zasadne będzie pytanie, co działo się z uczniami, którzy nie zdali wystarczająco. Przecież nie ma najwyraźniej jakiegoś odpowiednika zawodówki, do której takie jednostki mogłyby pójść. A poza wszystkim ogólnie systtem lekcyjny wydaje mi się tam mocno upośledzony. Z wymienianych, najwyraźniej wszystkich lub większości istniejących, przedmmiotów mamy: astronomię, zaklęcia, historię magii, obronę przed czarną magią, eliksiry, zielarstwo, transmutację, numerologię, wróżbiarstwo, mugoloznawstwo, opiekę nad magicznymi stworzeniami. I to chyba naprawdę wszystko albo niewiele mniej. Nawet jeśli założymy, ze te pierwsze kilka przedmiotów miało się po kilka razy na tydzień, to jednak ten plan nie wygląda na jakoś tragicznie przeładowany. A jeśli jednak było tego dużo, to jakim prawem nauczycieli było tylko po jednym od każdego przedmiotu? I oni ogarniali to wszystko sami? Nawet jeśli każdy rocznik był podzielony na 2 grupy, to byłoby ponad 10 zajęć na jednego nauczyciela, wszystko po kilka razy na tydzień. To kurde im by się bardziej przydały te zieniacze czasu, nie Hermionie i już nawet w polskiej szkole masowej nauczyciel ma lepiej, jeśli założymy oczywiście, że są tacy, którzy naprawdę mają tylko te 18h przy tablicy. Tak czy inaczej, większość z nich miałaby, powiedzmy 24 lekcje z uczniami, a jeszcze doliczyć należy ocenianie tych stosów prac, które każdy z każdego rocznika, czyli średnio 350, no niech by tylko 300, osób, musiał co chwilę pisać. Jak oni, do cholery, to ogarniali? A przecież nawet w tak dziwnej szkole na pewno nie były to jedyne rzeczy, jakimi się ci nauczyciele zajmowali. --
Wiecie, nikt nigdy nie powiedział, skąd brali się kierowcy w magicznym świecie. Może to właśnie byli ci robole, co niczego nie zdali? Wiesz, to trochę tak, jakbyś zapytała, co z ludźmi, którzy matury nie zdają. No, ogólnie mówiąc, też mają przesrane.
W sumie, to jeśli lekcje były ciekawe, to myślę, że bardziej mieli możliwość wytrzymać. No ja na takich zaklęciach, czy obronie przed czarną magią, to raczej bym uważał.
„Równowaga nie działa w korporacjach. Tam rządzi chaos i budżet.
No może... W sumie dostarczaniem jedzenia choćby do szkoły też się ktoś pewnie zajmował. O, właśnie, czy w ministerstwie też były skrzaty domowe do utrzymywania czystości i jakichś, powiedzmy, drobnych napraw? Nie wierzę, że pracownicy byli takim uroczym kolektywem, że każdy po sobie sprzątał i ogarniał części wspólne, nawet jeśli to wymagało tylko paru machnięć różdżką.