Oj, Grzesiu, Grzesiu, w satyrze i filozoficznych rozkminach na pół starożytnej ściany jaskini wciąż się doskonalisz. A teraz załóżmy, że ja, prosty człowiek, nie bardzo rozumiem, co Ty właściwie napisałeś, nie mówiąc już o tym, co masz Ty na myśli. :D
-- (grzezlo):
Gratuluję, post dość enigmatycznie napisany, ale rozumiem, że nie wszystko można otwartym tekstem.
W każdym razie wygląda na to, że ładnie dołożyliście do pieca i się ktoś przestraszył, że sobie znalazł wygodną niszę w rynku, gdzie można spore siano kosić relatywnie niewielkim wysiłkiem, na gruncie ustawy o zapewnianiu dostępności, a tu nagle jakaś grupka małolatów, co nikogo nie muszą zatrudniać, podatków płacić, działalności gospodarczej utrzymywać, postanowiła przewrócić stolik, czyli popsuć rynek.
I teraz każdy kmiot z drukarką 3d, co niewidomego to widział tylko kiedyś z daleka z samochodu na przejściu dla pieszych, będzie mógł sobie wpisać w działalność gospodarczą wytwarzanie specjalistycznych tabliczek po wyjątkowo niskich cenach, oparte na bezpłatnie dostępnym oprogramowaniu, które młodzież udostępniła w necie.
Skoro to można jednym kliknięciem wykonać, a nawet coś tam widać, że jakieś punkciki się pojawiają, to Krzychu nadrukuje, Rychu maźnie trochę farbą, żeby wyglądało ładniej, niż oryginał z projektu na githubie, a Stachu się przejdzie po urzędzie i ponakleja i jest biznesplan.
Urzędnik się ucieszy, bo ma zapytanie ofertowe odhaczone i sporo w budżecie jeszcze zostało, wykonawcy też się mordki cieszą, bo jednak szybka akcja, a grosza trochę wpadło, niewidomi nigdy do tego urzędu nie przyjdą, więc nikt nie zauważy, że ten brajl to jakby do góry nogami, a zresztą kto by się przejmował jakimiś niewiadomymi, grunt, że ustawa spełniona.
Że sięgnę do klasyka: "w polityce bowiem, koncept ten prostaczy, że sprawa jest słuszna, niezbyt wiele znaczy."[1]
Trochę nie jest dla mnie jasne, co właściwie zostało ukradzione, bo pomysł, żeby drukować (tu wpisz dowolne coś) na drukarkach 3d nie jest nowy, ani nawet oryginalny.
Czy firma, która udostępniła kody źródłowe cytuję "źródła naszych tabliczek, ich dokumentację i instrukcje drukowania, a zrobił to już ktoś inny, kogo można znaleźć w Internecie." to udostępniła kod źródłowy napisany przez Dawida, czy jakieś swoje rozwiązanie na podobnej zasadzie działające?
Co do sądu, to mi się kiedyś też tak wydawało, że mnie ewidentnie jedna firma pomówiła o nieuczciwość, a w dodatku tak głupio, że na piśmie, więc aż się sami prosili, żeby im przysądzić trochę grosza do zapłacenia na cele społeczne...
Wydałem trochę prywatnych monet na prawnika, bo za friko to jakoś nie bardzo chętni byli, poczekałem 2 lata na termin rozprawy, a sędzia załatwił temat w 10 minut stwierdzając, że gdyby chcieć karać autora powyższego stwierdzenia, to nie tylko nie mielibyśmy do czynienia z obroną dóbr osobistych powoda, ale nawet mogłoby to godzić w prawo do wolności słowa pozwanego.
Więc z jednej strony sobie przypomniałem i głębiej zrozumiałem sens odpowiedniej przypowieści ze starożytnej księgi, (Mt 5,25-26), z drugiej się ucieszyłem, że firma olała tę sprawę bo nawet żaden prawnik od nich nie przyszedł, a gdyby kogoś zatrudnili do obrony, to jeszcze im musiałbym dodatkowo zwrócić za koszty obsługi prawnej, z trzeciej strony eksperyment był ciekawy, trochę kosztował, ale przecież nie musiałem przymierać głodem, a z czwartej, to kto wie, może jednak wykazanie, że społeczeństwo czasem jest w stanie przejawić pewną dozę determinacji sprawi, że się jeden z drugim dwa razy zastanowi w przyszłości.
I na konto tej czwartej strony, jeśli macie kontakt z jakimś sensownym prawnikiem, który z was skóry nie zedrze, to może warto z nim przedyskutować możliwości jakiegoś przeciwdziałania np. choćby w postaci wezwania przedsądowego, ale nie bardzo jest jasne, czemu miałoby się przeciwdziałać, bo z tego wpisu nawet nie wynika, czy to ta firma was pomówiła o kradzież pomysłu, czy ktoś zupełnie inny, który znalazł w necie szkolenia i materiały tej innej firmy i się poczuł oszukany i to jest kolejne nieprecyzyjne stwierdzenie w tym tekście, z którego dobry prawnik na pewno mógłby wyprowadzić, że to wy publicznie pomawiacie, że was pomawiają.
Zresztą jak czytamy na pierwszej z brzegu stronie[2] prawo autorskie chroni utwory, ... "Jednocześnie ochroną nie są objęte odkrycia, idee, procedury, metody i zasady działania oraz koncepcje matematyczne."
Podsumowując: ja tam osobiście nie wierzę w sensowność tych tabliczek, chociaż pR-owo jest to temat nośny do wypromowania się, bo stoją za tym pieniądze, które trzeba wydać na zapewnienie dostępności, więc się o tym w społeczeństwie mówi.
Idąc do urzędu zamiast macać po ścianach, wolę na portierni zapytać o pokój docelowy i najpewniej mnie tam ktoś szybciutko zaprowadzi, a przecież nawet nie wiem, czy w tym lub tamtym urzędzie takie tabliczki są.
Ale czasem jednak wiem, przykładowo, na stronie deklaracji dostępności Akademii Pedagogiki Specjalnej przeczytałem ze zgrozą, że "W budynkach pomieszczenia oznaczone są w języku brajla"[3], ale tego języka nie miałem nawet okazji doświadczyć, bo w jedną stronę mnie zaprowadziła fajna wolontariuszka, która jeszcze kawę zrobiła, a w drugą - znajoma.
Idea, że udostępnicie narzędzia i każdy sobie niewielkim wysiłkiem pod strzechą swojej czupryny będzie mógł potrzebne tabliczki w języku brajla wytworzyć, jest wg mnie całkowicie oderwana od rzeczywistości, gdyż po pierwsze urzędnik nie będzie zainteresowany takim wysiłkiem, a wręcz przeciwnie: jeśli sam by się zabrał, to nic nie zyskuje, a ryzykuje bardzo wiele gdyby się coś nie udało, więc lepiej zatrudnić jakąkolwiek firmę, która ma wpisany w umowę okres gwarancji na usunięcie ewentualnych usterek, bo można od nich takiego usunięcia usterek w razie czego wymagać.
Więc zyskają na tym moim zdaniem głównie firmy typu Krzychu i Rychu, które będą działały na poziomie dużo gorszym niż te drogie, które wprawdzie niewidomych do konsultacji też nie zatrudniają, ale przynajmniej wiedzą na gruncie swojej wieloletniej praktyki, na jakim kleju się źle trzyma wydruk 3d przyklejany do ściany więc jakiego lepiej nie stosować...
Ale jak wenę macie w tym temacie, to pewnie, że działajcie, dla mnie dużo ciekawszym kierunkiem są zagadnienia na prawdę służące niewidomym, typu właśnie gry, jakieś pomoce edukacyjne, etc. Tutaj nie ma ustawy, więc żadne kary nie grożą, czyli też właściwie nie ma rynku, a skoro nie ma rynku, to jest to dobre pole do działalności organizacji pozarządowych typu Prowadnica właśnie.
I łatwo sobie odpowiedzieć na pytanie, czy większy sens mają tabliczki w budynku, z których widać, że się coś zrobiło dla niewidomych, ale raczej mało kto potrzebujący z nich skorzysta, czy jednak np. chińczyk albo tablica do wiązań chemicznych, którą się jakichś kilkunastu niewidomych w różnym wieku, faktycznie może ucieszyć i osiągnąć z tego jakiś bodziec w rozwoju.
[1]:
https://www.youtube.com/watch?v=fQr71MLg1cM[2]:
https://tworcawprawie.pl/czy-pomysl-jest-chroniony-przez-prawo-autorskie/[3]:
http://www.aps.edu.pl/uczelnia/deklaracja-dostepnosci--